Wyścig żółwi? „Wielka Czwórka” Lotto Ekstraklasy rozpoczyna walkę

To zdecydowanie najbardziej emocjonujący sezon w krótkiej historii nowej formuły rozgrywek ESA37. O tytuł walczą aż cztery głodne sukcesu ekipy. Już po dwóch kolejkach rundy finałowej wiemy, że teraz każda najdrobniejsza wpadka może przekreślić szanse na tytuł.

„Wielka Czwórka” Ekstraklasy

Oczywiście Jagiellonia, Lech, Legia czy Lechia mają swoje słabości, jedni grają dobrze u siebie, inni na wyjeździe, jedni radzą sobie dobrze w ważnych meczach, zaliczając wpadki w tych mniej prestiżowych. Warto jednak zaznaczyć, że rok temu na tym samym etapie rozgrywek, by być liderem, wystarczyło mieć 34 punkty, by być wiceliderem – 31, a by zająć ostatnie miejsce na podium – z czteropunktową przewagą nad czwartym miejscem – ledwie 25 punktów. Dzisiaj 25 punktów nie dałoby nawet najgorszego dla sportowców miejsca, a o podium można byłoby właściwie zapomnieć. Czołówka tabeli zdecydowanie oddaliła się od reszty stawki, co zostało raczej źle przyjęte w Krakowie, Szczecinie, Niecieczy oraz Kielcach, gdzie rywalizacja dotyczyć będzie lokat 5-8. Czy w naszej lidze, przyzwyczajonej do monopolu, ewentualnie konfrontacji dwóch mocarzy, przetrwa wielka czwórka?

*

Legia i Lech to kluby o największych aspiracjach, mające wszystko, co potrzebne, by rokrocznie toczyć bitwę o miano najlepszej drużyny w kraju. Za nimi przemawiają wcześniejsze osiągnięcia, rzesze fanów, wysokie budżety, ambicje zarządu i kibiców. To są w Polsce marki przyciągające tłumy w każdym mieście.

Sukces Jagiellonii będzie rozpatrywany w kontekście wielkiego zaskoczenia i chociaż klub z Polski wschodniej czyni ogromne sportowo-organizacyjne postępy, to jednak po udanym sezonie w Białymstoku następuje wyprzedaż, pozwalająca przetrwać Dumie Podlasia na płaszczyźnie ekonomicznej. Ostatnie deklaracje Michała Probierza, o braku sprzedaży zawodników w przypadku ewentualnej gry w Europie, należy traktować z przymrużeniem oka, bo w poprzednich latach prezes Cezary Kulesza nie miał oporów przy pozbywaniu się graczy. Zresztą sam trener białostoczan zwleka z przedłużeniem kontraktu, a i w trawie piszczy, że marzy mu się podjęcie pracy za granicą. Czy Pszczółki poradzą sobie bez swojego sternika? Wątpię, to właśnie dzięki Michałowi Probierzowi Jagiellonia patrzy na ligowych rywali z góry, to on wprowadził na wyższy poziom kariery wielu graczy, których wcześniej już skreślono.

*

Inaczej sprawa ma się w Gdańsku, gdzie od kilku lat trwają przymiarki do tytułu Mistrza Polski. Właściciele Lechii podczas ostatnich okienek transferowych udowodniali, że ich celem jest dominacja na krajowym podwórku, sprowadzając drogich graczy oraz reprezentantów Polski. Czy klub znad morza będzie mógł zagrozić Lechowi bądź Legii? Na ten moment brakuje odpowiedniego doświadczenia organizacyjnego, to dopiero pierwszy sezon Lechii spełniającej przedsezonowe oczekiwania, skład jest nieco podstarzały, a i wyniki poza domowym stadionem nie przynoszą chluby. Wciąż trwa proces przyznawania licencji w Ekstraklasie, gdańszczanie znów mają problem z jej otrzymaniem. Stabilizacja to fundament, bez którego nie powstanie żaden sukces.

*

Postronni obserwatorzy krajowych rozgrywek powinni być wdzięczni Arce, która czyniąc sensację w stolicy, pokrzyżowała plany górze tabeli. Dzisiaj cała czwórka byłaby pewna gry w Europie, a teraz ktoś z tej grupy Ligę Europy i Ligę Mistrzów zobaczy jedynie w telewizorze. Dlatego emocje będą do samego końca, nawet jeśli któraś z drużyn straci szansę na mistrzostwo, to i tak będzie walczyć o europejskie puchary. W ubiegłej kolejce najsłabiej zaprezentowała się Jagiellonia, dając się dogonić rywalom. Należy jednak przypomnieć, że ekipa Macieja Bartoszka niedawno z dobrej strony pokazała się w Poznaniu, gdzie w kontrowersyjnych okolicznościach przegrała 2:3, a także w Warszawie, w której udało się złocisto-krwistym zdobyć jeden punkt. Michał Probierz mógł wykorzystać błąd arbitra do zasłonięcia nie najlepszej dyspozycji własnych zawodników, która jego zdaniem… była spowodowana grypą żołądkową kilku jego podopiecznych.

*
Kup już dziś! „Alex Ferguson. Być liderem”

Coraz lepsze wrażenie w obronie sprawiają podopieczni Piotra Nowaka. W sobotnim meczu pierwsza formacja przed Dusanem Kuciakiem – w zależności od okoliczności – zmieniała się w mur złożony z trzech, czterech, a nawet pięciu piłkarzy. Z tyłu często pomagali skrzydłowi, co przyniosło gdańszczanom drugie z rzędu czyste konto. Lechia nie straciła bramki w meczach z defensywnie ustawionymi ekipami Termaliki i Wisły, więc dopiero teraz czeka ich prawdziwy egzamin – spotkanie z ofensywnie usposobioną Korną. Sir Alex Ferguson powiedział kiedyś, że napastnikami wygrywa się mecze, ale to obrońcami tytuły. I być może właśnie te słowa wziął sobie do serca Piotr Nowak.

*

Prawidłowo po porażce w finale zareagował Lech. Przeciwnicy z Niecieczy nie postawili zbyt wysoko poprzeczki, toteż wicelider nie musiał włożyć za dużo wysiłku, by wywieźć trzy punkty i poprawić swój bilans bramek. Ostatnie słabe mecze Radosława Majewskiego wprawiały w zakłopotanie kibiców z Poznania, ale wydaje się, że Mihai Radut może z powodzeniem grać zamiast polskiego rozgrywającego i kto wie, czy nie odegra kluczowej roli w walce o tytuł. W tej batalii czeka ich spotkanie z Pogonią, która nie dała rady przeciwstawić się Legii. Piłkarze Mistrza Polski rozczarowali w pierwszej połowie, brakowało im wówczas koncentracji, ale ostatecznie oni też poradzili sobie w delegacji i wykorzystali stratę punktów przez Jagiellonię, a tym samym zwiększyli swoje szanse na obronę tytułu.

*

Chociaż „Wielka Czwórka” nie gra widowiskowo, to nie traci punktów. W pierwszych dwóch kolejkach polskie „Top Four” zdobyło 20 oczek na 24 możliwych. Na ten moment żadna drużyna nie straciła nadziei, w zamian dostała dodatkową motywację w postaci braku nagrody za czwarte miejsce. Czy jest to wyścig żółwi? Nie, to na razie wyścig czołgów, a w perspektywie czekają nas jeszcze bezpośrednie batalie, w których każda z ekip będzie musiała wytoczyć swoje najcięższe działa.