Niby w Krakowie, a jednak w pogoni… za 5. miejscem

Jeśli jesteś kibicem i masz dziecko, które kochasz i jest ono ważniejsze niż wszystko na świecie, odpuścisz mecz swojej ukochanej drużyny, chociażby ze względu na komunię. Jeśli masz kolegów, których szanujesz, a oni mają dzieci, pewnie odpuścisz mecz, by być u nich na uroczystości. Jeśli pracujesz w godzinach innych niż standardowo ustalone, może się zdarzyć, że dosięgnie cię bezsensowny pomysł zarządzających ligą na rozgrywanie spotkań w środku tygodnia i przepadnie ci kolejny mecz. Tak było ze mną w maju. Dwie komunie, mecz w środę i trzy mecze poszły psu w dupę… Nie będę jednak narzekał, bo na przyjęciach komunijnych bawiłem się przednio, dziecko jest szczęśliwe, a i zdrowszy jestem, że nie oglądałem kieleckiego przekrętu. Obserwując kolejne wymiany zdań na Twitterze, jak chłopaki się wkurzali i załamywali ręce po Koronie, zakładam, że gdybym oglądał ten przewał sezonu, to pewnie w czwartek jechałbym do roboty na mega kacu.

***

Kurz po imprezach opadł, nerwy odreagowane, można było na spokojnie zasiąść w sobotę, by W KOŃCU obejrzeć mecz. I było co oglądać. Wiślacy grali szybko, dokładnie, agresywnie, z pomysłem. Znowu w środku pola brylowali Llonch z Mączyńskim, profesurę w obronie grali Ivan z „Głową”, a cały napad strzelił po golu. Gdyby nie te trzy niefortunne mecze, to mógłbym powiedzieć, że trzymają formę od meczu z Legią. Widocznie muszę oglądać, żeby dobrze grali 🙂

I znowu wszystko było na opak: chwalimy chłopaków, to grają beznadziejnie, a wystarczy ich lekko opierdzielić i zwątpić w ich umiejętności/zaangażowanie, a oni od razu dają nam jasny przekaz, że jesteśmy w błędzie. Wprawdzie jestem wyznawcą zasady, że lepiej jest wygrać 4 razy po 1:0 niż raz 4:0 (to samo się tyczy przegranych, dlatego nie panikowałem jak nam Pogoń wtłukła 6:2), ale muszę przyznać, że to miłe uczucie, kiedy po 40 minutach jest wszystko jasne i nie trzeba drżeć o wynik do ostatniej minuty.

Powiem wam coś w sekrecie. Doszedłem do wniosku, ze Spicic wcale nie jest taki słaby jak mogłoby się wydawać po sparingach. Wiadomo, Sadlok to jest top naszej ligi, ale nie widziałem wczoraj, żeby była jakaś wielka strata na jakości po lewej stronie. Chłopak nawet zaczyna się włączać do akcji ofensywnych, a to daje jasny przekaz, że czuje się dobrze i łapie pewność w zespole. Patrząc na jego grę, mamy podstawy, żeby bez obaw podchodzić do nowego sezonu. Przynajmniej, jeśli chodzi o lewą obronę.

***

Skoro już wybiegłem myślami do następnego sezonu, to chciałbym rozprawić się z tematem podejścia do klubowych legend. Głowacki przedłużył – super sprawa, Brożek chyba też zostanie – zajebiście. Pojawiły się jednak głosy, że Boguś nie będzie grał dla Wisły w nowym sezonie, bo Wisła zaproponowała dużą obniżkę zarobków. Gościu, który gwarantuje kibicom skrajne emocje. Z nim nie ma, że średnio. Albo grubo, albo wcale. Potrafi wszystkich nas wkurwiać nieskutecznością i podaniami do przeciwnika, po to by za chwilę poderwać nas z siedzeń strzelając hat-tricka. Albo na niego klniemy i każemy mu wracać na piechotę do Zielonek, albo niesiemy go tam w lektyce z tablicą #BoguśKing lub #Bogussi. Gość, który potrafi zniknąć na 60 minut, by potem w 61. pojawić się na pozycji stopera, żeby wybić piłkę, która przeszła obrońców, wyprowadzić kontrę skrzydłem, i wbiec na dobitkę w pole karne. Czarno-biały. 33 lata, w Wiśle od 2005 roku, co daje 12 lat, w każdym sezonie z przynajmniej jednym golem. I co najśmieszniejsze, nadajemy na niego wszyscy, a on zawsze gra. Nieważne, który trener i jak mocna ekipa. Trochę jak kiedyś z Pawełkiem, któremu ściągali wagonami konkurentów a na końcu i tak bronił Mariusz.

Jak waszym zdaniem powinien zachować się klub względem Rafała? Całą swoją karierę przegrał w Wiśle (pomijając wypożyczenie do Bełchatowa), był z nią na dobre i na złe. Może czasem brakowało umiejętności albo formy, ale nigdy ambicji i woli walki. Moim skromnym zdaniem, jeśli były pieniądze na schorowanego Brożka, który w tym sezonie strzelił mniej bramek od „Bogusia” i więcej przeszkadzał niż pomagał, to powinny znaleźć się pieniądze na „dzikiego”, bo cały czas trzyma swój poziom. A przede wszystkim, co najważniejsze dla mnie, całą karierę spędził z nami i powinien być w Wiśle do samego końca.

Taki nasz krakowski Totti.

Szanujmy nasze legendy.