#PoKrakosku odc. 30 | Przedświąteczne zamieszanie

 

Na piątkowy hit kolejki każdy kibic Wisły weźmie ze sobą lornetkę. Wszystko po to, aby wypatrywać na loży prezydenckiej nowych właścicieli. Przedświąteczne zamieszanie sprawiło bowiem, że nie tylko meczem żyją kibice. Na boisku zaś stawką tego starcia będzie zimowanie w czołowej czwórce Ekstraklasy. Na prezenty z żadnej ze stron nie ma więc co liczyć…

Stanisław Madej: No to zaczynamy. Bardziej czekasz na piłkarską ucztę, czy może raczej na konferencję z nowymi właścicielami?

Daniel Kazała: Zdecydowanie na konferencje z nowymi właścicielami. Myślę, że podobnie myśli 90% kibiców. Tylko pojawia się pytanie… czy doczekamy się tej konferencji? Meresiński przecież prawie codziennie je odwoływał i wiemy, jak się skończyło. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Stanisław: Nie wygląda to najlepiej. Jest sporo niedomówień, a wokół udziałowców Wisły narasta coraz więcej wątpliwości. Tym bardziej ta konferencja jest potrzebna. Też bardziej jej wyczekuję niż pojedynku z Lechem. Kibice po raz kolejny w tym sezonie muszą uzbroić się w cierpliwość, nie mówiąc już o piłkarzach.

Daniel: Pozostaje nam kolejny raz czekać, bo Wisła serwuje nam emocjonalny rollercoaster. Od depresji po upadku tematu Kwietnia i spółki, do euforii po ogłoszeniu sprzedaży. Teraz znowu emocje stygną… ale może o inwestorach przygotujemy specjalny odcinek #PoKrakosku, a teraz skupimy się na meczu z Lechem.

Spektakl bez gwiazd?

Stanisław: Wielu z kluczowych zawodników obecnego sezonu w piątek nie zobaczymy: Imaza, Boguskiego, Ondráška, małe szanse na występ mają Brożek, Sadlok i Bartkowski. Kogo będzie brakować najbardziej?

Daniel: Im bliżej godziny meczu, tym więcej piłkarzy odpada. Wszystkich będzie brakować, ale najbardziej Zdenka. Kolar fajnie wyglądał przesunięty na skrzydle, ale czy da rade na szpicy…? Ty chyba bardziej analizowałeś jego występy na tej pozycji…

Stanisław: Kolar jeszcze nigdy nie przekonał, grając na pozycji nr 9 – zgadza się. Nie wiem, czy pamiętasz, ale kiedy ostatnio Lech przyjechał do Krakowa, to Chorwat zagrał w ataku pod nieobecność Carlitosa, ale zawiódł na całej linii i wynik musiał ratować wchodzący z ławki Paweł Brożek. Kojarzysz ten występ, to była jego pierwsza tak duża szansa w naszym klubie…

Daniel: Racja, wtedy zagrał bardzo słabo. Myślę, że teraz to już jednak inny piłkarz. Wzrosła jego pewność siebie. Czy jest już piłkarzem, który przesądzi wynik meczu na naszą korzyść? Zobaczymy…

***

Stanisław: W podstawowym składzie zobaczymy za to sporo młodych zawodników: Wojtkowskiego, Kostala, Lisa, być może Plewkę i Halilovicia. Najbardziej zawiedliśmy się na tym pierwszym. Myślisz, że uda mu się w piątek zagrać na miarę oczekiwań czy może są zbyt wygórowane, a przed Kamilem długa droga do bycia ważnym zawodnikiem drużyny?

Daniel: Lech wyjdzie prawdopodobnie jeszcze młodszym składem. W Sosnowcu pokazali, że mają kim grać. Z Maćkiem wielokrotnie optowaliśmy za #WojoNaBojo, ale udawało się rzadko. Myślę, że piłkarsko dałby radę, ale problem tkwi… w głowie? Może za bardzo go zajmują rzeczy około boiskowe? I nie mam na myśli braku pensji…

Stanisław: Być może to ostatni mecz Wojtkowskiego. Zmarnował czas, który spędził w Krakowie. Ostatecznie przegrał walkę z Boguskim, a teraz z Kolarem. Spory w tym udział miały kontuzje, ale tak jak mówisz: głowa jest głównym winowajcą. No właśnie — wspomniałeś o  ostatnim meczu Lecha. Wysoki wynik naszych przeciwników to pozytyw, zważywszy na to, że przecież w Ekstraklasie ciężko o powtarzalność? A może to nie przypadek i w piątek czeka nas lekcja futbolu w wykonaniu piłkarzy Adama Nawałki?

Daniel: My strzelaliśmy po 5 bramek Lechowi i Lechii, a w kolejnych meczach nie było widać podobnej skuteczności. Pozostaje mieć nadzieje, że piłkarze Lecha wystrzelali się w Sosnowcu i do Krakowa zapomną zabrać amunicji. O lekcji mowy być nie może, raczej będzie to wyrównane spotkanie i zadecyduje forma dnia…

Azjatyckie marzenia

Stanisław: Dobra, na chwile puszczamy wodzę fantazji. Nasz człowiek z Kambodży przyjeżdża z walizką wypchaną pieniędzmi. W styczniu czeka nas szaleństwo transferowe. Możemy wziąć kogoś z Lecha. Kto to by był?

Daniel: Z Lecha? Bez wątpienia Gytkjæra. Kto jak kto, ale napadzior z prawdziwego zdarzenia nam jest potrzebny jak rybie woda. A Ty?

Stanisław: Ja wziąłbym Gumnego. Nie wiem jednak, co musiałby się stać, by ten chłopak został w Ekstraklasie. Ta walizka z pieniędzmi musiałby być naprawdę gruba.

Daniel: Podejrzewam, że za Gytkjæra niewiele cieńsza.

Stanisław: Niespodzianka. Walizka okazała się bardzo gruba. Są jeszcze pieniądze na trzech kolejnych graczy z Ekstraklasy, na którą coraz to przychylniejszym okiem patrzy król Kambodży. Jedyne czego chce, to trzech nazwisk, które mu wypiszesz w jego pozłacanym notesiku…

Daniel: Stachu, ale mam popuścić wodzę fantazji iście po krakos… tfu, po królewsku? Czy jednak określisz poziom szaleństwa?

Stanisław: Masz 130 milionów do wydania. I to nie są Twoje pieniądze. Kupuj — kogo chcesz.

Daniel: 130 milionów? Nieźle. Do ataku Gytkjæra i Paixão. Na pewno Haraslín i Cafú z Legii. No i Imaz zostaje…

Stanisław: Do Gumnnego dołożyłem Żurkowskiego, Haraslína i Forsella. Tych trzech, bo przerastają swoich ligowych rywali, a tego ostatniego wziąłbym jako przykład fanaberii. Żeby poprawić nastroje w Kambodży i dać jakiś temat, którym mogliby się zająć tamtejsi dziennikarze.

Daniel: Póki nie poznamy prawdy o naszym azjatyckim inwestorze, to raczej kibice Lecha mogą się zastanawiać, kogo wyjąć od nas…

Pożegnania, powroty…

Stanisław: Znów, chociaż nie mówisz tego wprost, chodzi Ci o Imaza, prawda? Hiszpan ma za sobą świetne pół roku i kontrakt wygasający latem. Gdyby za jakiś czas stałby się gwiazdą Lecha, miałbyś do niego pretensje?

Daniel: Nie miałbym. Imaz zawsze był szczery, nie był wazeliniarzem i nigdy nie ukrywał, że mógłby grać gdzie indziej. Został w trudnym okresie. Moim zdaniem zasługuje nawet na przejście do lepszej drużyny niż Lech. W dodatku po letnich zawirowaniach został jedynym Hiszpanem. Wszyscy koledzy się rozjechali. I choćby za to najeży mu się szacunek.

Stanisław: Nie mogłem się niczego innego po Tobie spodziewać. Ty naprawdę masz do niego słabość. W każdym razie, odejścia w chwale doczekał się Ondrášek. Ciężko jednak powiedzieć, że wszystko mu w Krakowie wyszło tak, jak tego chciał. Przez trzy lata pobytu zapamiętany zostanie tylko za ostatnie pół roku. Zgodzisz się? Ja na twitterze miałem długą dyskusję z kibicem Legii, który próbował mnie przekonać, że to Carlitosa powinniśmy lepiej pamiętać.

Daniel: Ludzi zapamiętujemy po tym, jak kończą, nie jak zaczynają. Zdenek miał najlepszą rundę w swojej przygodzie z Wisłą. Strasznie szkoda tej żółtej kartki… byłoby piękne pożegnanie…

Stanisław: Myślę, że to pożegnanie i tak będzie całkiem fajne. W ostatnim meczu dwa gole zapewniły mu tytuł gracza kolejki, a teraz czeka go skandowanie nazwiska przez kilkanaście tysięcy gardeł. A, że mecz spędzi, będąc poza boiskiem? Cóż, to podsumowanie jego kariery przy Reymonta, w której więcej czasu spędził, obserwując poczynania kolegów. Poza tym mam dziwne przekonanie graniczące z pewnością, że mecz w Płocku nie był jego ostatnim w naszych barwach. Stany Zjednoczone to świetne miejsce do życia, ale z czasem sympatyczny Czech zatęskni za Krakowem. Zobaczysz.

***

Stanisław: No dobra, to kogo będziesz najlepiej wspomniał? I za co, bo jeśli pieniądze nie pojawią się 28 grudnia na kontach piłkarzy i 1 stycznia drużyna się rozsypie? Każdy pójdzie w swoją stronę…

Daniel: Poza Ondráškiem na pewno Imaza, jeśli odejdzie, za te bramki z Cracovią…ależ dał nam radości. Wiesz, że jestem optymistą, więc nie zakładam, że się rozpadnie. Wielu na to liczy, ale się zdziwią… Wisła nigdy nie zginie!

Stanisław: Znów! Zakładasz jakiś jego funclub? Mam nadzieję, że jak zmieni klub, to będziesz dalej pisał w #PoKrakosku, a nie przerzucisz się na zapowiadanie jego meczów.

Może czas na poważniejszy temat: Frekwencja. Sprzedaż biletów znacząco przyspieszyła, (już jest ponad 16 tysięcy biletów), mecz miał być pożegnaniem z Ekstraklasą, później weselem, a teraz już nie wiadomo, czym jest. I to też jest magnesem na kibiców. Moje pytanie brzmi, dlaczego tylko na poszczególnych meczach następuje mobilizacja wśród kibiców Wisły? Jaką wskazałbyś przyczynę?

Daniel: Każdy klub ma kibiców, którzy uaktywniają się przy określonych przeciwnikach. U nas są to Derby, Legia i Lech. Jak ktoś chodzi, kilka razy w sezonie, to wybiera, w swoim mniemaniu, najciekawsze mecze. Niestety tak jest nie tylko przy Reymonta. Może kiedyś doczekamy się pełnych stadionów bez względu na rywala. Niemcy są tego najlepszym przykładem.

Stanisław: To dwa szybkie pytania związane…z naszym rywalem. Do Krakowa wraca Adam Nawałka. Jedyne mistrzostwo, które zdobył, to z Wisłą. Uda mu się to zmienić?

Daniel: Z Lechem? Nie sądzę. Może kiedyś, jak wróci do Wisły.

Stanisław: No podgrzałeś atmosferę. Zaraz może być jednak jeszcze goręcej. Gdyby Wisła była na skraju bankructwa, a ostatnią deską ratunku miałoby być kupno licencji innego ekstraklasowego klubu, byłbyś za czy przeciw?

Daniel: Są rzeczy ważne i ważniejsze, honor należy do tych drugich… jestem na nie.

Prognozy czy życzenia?

Stanisław: To korzystając z tego, że nie ma tu Maćka (miło było poznać), spróbuj zarazić nas swoim optymizmem. Kto wygra i dlaczego będzie to Wisła? Jakie są największe atuty naszej drużyny? Tylko błagam, nie mów o Sadloku, bo to, że jest Twoim ulubieńcem, wiemy już wszyscy…

Daniel: Dlaczego Wisła wygra? Bo tak jak kibice chcą swoją obecnością podziękować piłkarzom za postawę w tej rundzie, tak oni będą walczyć, by wygrać. Lech będzie dopiero silny na wiosnę… skoro przegrali z Cracovią, to tym bardziej przegrają z nami. 2-1 dla Wisły I jest to mecz, który kończy pewien rozdział w historii Wisły. Trudnej w ostatnich miesiącach a takie sytuacje sprzyjają happy endom. Własne dlatego wygrany, żeby napisać ładne zakończenie.

Stanisław: Ja ostatnio przewidziałem świetny występ Kolara, a w ostatnim odcinku wytypowałem poprawny wynik. Niestety teraz nie mam dobrych prognoz. Czuję, że spore rozsady w obu składach sprawią, że widowisko będzie marne. Doświadczenie jest po stronie Lecha i Nawałki, dlatego to poznańska drużyna wywiezie komplet punktów, a wszystko rozstrzygnie się pod koniec meczu. 0-1.

Chciałbym napisać inny scenariusz, ale mam świadomość braku najważniejszych aktorów widowiska. Oczywiście trzymam kciuki, żebyś to Ty okazał się futbolowym ekspertem, ale obawiam się, że jeszcze wiele meczów musisz zobaczyć, by dobrze zrozumieć futbol. Albo mieć dużo szczęścia przy typowaniu — tak jak ja.

Daniel: Dwa razy z rzędu wyniku na pewno nie trafisz… tylko zwycięstwo i byle do lutego. Wiślackich świąt wszystkim życzę. Oby Nowy Rok był dla nas kibiców tokiem szczęśliwym. Ave Wisła!

Stanisław: Spokojnych świat i Nowego Roku: zarówno dla wszystkich pracowników Wisły, jak i jej kibiców na całym świecie. Ave Wisła!