Wisła wraca do żywych.

Już nas grzebano. Już sami sobie chcieliśmy urządzać pogrzeb. Ze mną na czele. Już miało nie być nadziei i już kończyć miała się przygoda w Ekstraklasie. No to jednak nie dzisiaj i nie jutro. Wisła wraca do żywych.

Grudniowe rokowania dotyczące Białej Gwiazdy są powszechnie znane, więc nie będę tracił Waszego czasu na zbędne objaśnienia. Wystarczy dodać, że powroty Błaszczykowskiego — najpierw do ligi, później na Reymonta 22 – zostały zepchnięte na telewizyjny margines. Zesłana na dwukrotną, poniedziałkową banicję, Wisła i tak budzi największe zainteresowanie. Mecz z Górnikiem miał największą oglądalność spośród wszystkich spotkań 21 kolejki. Ponad dwadzieścia jeden tysięcy kibiców, którzy zdecydowali się zasiąść wczoraj na stadionie to tym razem najlepszy wynik minionej serii gier. Czyli można nawet w poniedziałki. W takim stylu wraca Wisła.

Oczekiwania

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pana Gila, można było usłyszeć różne kibicowskie wywody. Były one poparte rzetelnymi kalkulacjami obejmującymi formę wszystkich ekstraklasowych zespołów. Na tak zwanej stadionowej giełdzie dominującym typem było skazanie ukochanego klubu na rozpaczliwą walkę o utrzymanie, chociaż bez cienia wątpliwości wpływ na tak surową ocenę miał przebieg ostatniego spotkania Wisły. I to dobrze, że jesteśmy świadomi, jak wiele nam brakuje, by już dzisiaj nawiązać walkę z najlepszymi w kraju. Wczorajsze spotkanie było tego dobitnym potwierdzeniem.

Oczywiście, biorąc do ręki kartkę ze składem Wisły, nazwiska mogą robić wrażenie. Mistrz Anglii, mistrz Niemiec, kilku mistrzów Polski, reprezentanci, kilku mniej znanych, ale za to bardziej perspektywicznych graczy. Niestety, już po kilku minutowym researchu wiadomo, że tak naprawdę jakościowo kadra prezentuje się blado. Mamy wybuchową mieszankę zawodników, którzy w piłkę nie grali już od dłuższego czasu, ludzi, którzy grali, ale gdzie indziej i część tych, którzy w Krakowie zostali. To właśnie na tych ostatnich, można było liczyć najbardziej. Jednak jak pokazały dwa pierwsze „wiosenne” spotkania — w dobrej formie od dłuższego czasu jest jedynie Mateusz Lis. W dodatku przez liczne kontuzje Maciej Stolarczyk nie ma zbyt dużego pola manewru w rotowaniu. Liga już się zaczęła, a więc każda operacja będzie przeprowadzana na żywym organizmie.

Zasoby ludzkie trenera Stolarczyka

I może właśnie dlatego wystawił tę samą jedenastkę, nie bacząc na to, że był to zestaw ludzi, którzy tak bardzo zawiedli go w Zabrzu. Wczoraj też nie wyglądało to dobrze, bo chociaż nie było tak dużej wyrwy w środku pola, jak w spotkaniu z Górnikiem, to jednak rozegranie akcji piłkarzy Białej Gwiazdy zostawiało wiele do życzenia. Zasadniczo wszyscy sobie życzyli, żeby jakieś było. A jak tylko udało się zawiązać ofensywną akcję, to kończyło się to złymi decyzjami egzekutorów. Mylił się Peszko, mylił się Błaszczykowski. Kiedy trzeba było strzelać, to skrzydłowi Wisły podawali. I jak już to robili, to nader niecelnie.

Ciężko sypać pochwałami, ale wydaje się, że Patryk Plewka zaliczył lepsze spotkanie, nie bał się brać  losów akcji w swoje ręce, chociaż kilka razy jego dryblingi w środku pola mogły przyprawić kibiców Wisły o palpitację serca. Tym razem ustrzegł się poważniejszych błędów i gdyby kilka razy oddał futbolówkę szybciej, ocena jego występu byłaby jeszcze wyższa. Mały progres zaliczył także Krzysztof Drzazga, który wygrał kilka pojedynków z obrońcami, parę razy obsłużył swoich kolegów dobrymi podaniami. No i wywalczył rzut karny. Także Matej Palicić był jedną z nielicznych, dobrze prezentujących się postaci na boisku. Reszta szybko wpisała się w ligowy marazm, nie zadając sobie trudu wydostania się z niego. Szkoda.

3 punkty i do domu

Mecz był tym z gatunku „do zapomnienia”. Jeśli oczywiście chodzi o kwestie sportowe. Bo przywitanie wracającego do Krakowa Łukasza Burligi Kuby Błaszczykowskiego zapadnie nam na długo w pamięci. Udało się naszemu kapitanowi występ okrasić bramką i poniedziałkowe starcie jest już tylko częścią opasłych kronik piłkarskich. Już jest tylko najbliższe spotkanie. Teraz Macieja Stolarczyka czeka spore przemeblowanie, bo urazu doznał Marko Kolar, zawieszony został Burliga, a ze względu na klauzulę zamieszczoną w umowie Peszki, on także nie będzie mógł zagrać z Lechią. Ciekawe czy do składu wskoczy Wojtkowski, coraz głośniej pukający do drzwi z tabliczką „pierwszy zespół”, czy może nowo pozyskany Vukan Savićević. Z pewnością trzeba znaleźć receptę na małą kreatywność w rozegraniu piłki, bo do końca sezonu zostało jeszcze kilka meczów, a gorszej drużyny od Śląska już na swojej drodze nie spotkamy, będąc szczerym.

Jutro

Musimy cieszyć się każdą minutą spędzoną w Ekstraklasie. Z pokorą przyjmować fakt, że nie walczymy o 3 punkty, a o lepsze jutro. Walka toczy się w gabinetach, gdzie dbają (wreszcie!) o to, by nie przekroczyć cienkiej granicy przeinwestowania w pierwszą drużynę. Wisła będzie mocniejsza, sama drużyna urośnie, tak jak było to w rundzie jesiennej. Nie mam żadnych wątpliwości. Czy jednak będzie na tyle mocna, by powalczyć z rozpędzoną Cracovią, czy Zagłębiem o pierwszą ósemkę? Raczej nie powinniśmy się oszukiwać. Dzisiaj cele są inne. Najważniejsze, że jest nadzieja na lepsze jutro. Wisła korzysta z młodzieży (drugi wynik w tej kolejce pod względem minut młodzieżowców), co w przyszłości może przynieść spore profity. Dzięki ogromnej mobilizacji kibiców realne jest osiągnięcie rekordowej średniej frekwencji klubu, niedługo sami karnetowy będą wypełniać stadion w połowie. Wielki sukces. Teraz zbieramy punkty. Mozolnie, ale zbierajmy.

Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się gdzie będziemy rozgrywać mecze w IV lidze, dlatego wygraną ze Śląskiem — nawet w takich okolicznościach — należy się po prostu cieszyć. W całej jej okazałości i mimo wszystkich niedociągnięć zafundowanych nam przez ekipę Macieja Stolarczyka. Po prostu wróciliśmy do tego, co wszyscy lubimy najbardziej: do grania w piłkę. Bez wyzwisk na trybunach, szemranych flagi i pozdrowień do więzienia. Jak litanie kibice Wisły skandowali kolejne hasła witające Błaszczykowskiego. Człowieka, który sprawił, że z klubu stojącego nad grobem Wisła, wraca z klubowym rekordem karnetów i pierwszymi punktami na wiosnę.