Co mnie boli, co mnie cieszy…

 

„Żeby ograć koronę, trzeba biegać szybciej, kopać mocniej i gryźć tak, żeby mięso odrywało się od kości. Pytanie tylko, czy mamy w kadrze piłkarzy, którzy wytrzymają taką fizyczną walkę na wyniszczenie. Uważam, że nie mamy i że będzie to jeden z najgorszych meczów w naszym wykonaniu” – to moje słowa z ostatniego PoKrakosku.

Kto czytał, te ma możliwość wyciągnięcia tego cytatu i darcia ze mnie łacha aż do samych derbów. Wiecie, co jest najgorsze w tym wszystkim? Naprawdę myślałem, że najgorsze spotkanie w sezonie rozegramy właśnie z Koroną. Wychodzi po raz kolejny, że bukmacherka i obstawianie wyników, to ostatnia rzecz, za którą powinienem się łapać. Wisła wreszcie zagrała tak, jak wszyscy tego chcieliśmy. Już poprzedni mecz z Pogonią, a właściwie ostatnie piętnaście minut dawało nadzieję na to, że będzie lepiej.

Niestety, pierwszy kwadrans spotkania z Koroną obudził wszystkie demony, które straszą nas od pierwszej kolejki. Błędy indywidualne, złe ustawienie, kiksy w obronie, brak pomysłu na rozegranie akcji, tempo rodem z Lotto Ekstra… a nie, to akurat norma. I nagle coś zaskoczyło. Jeden zryw Burligi, świetne wejście Drzazgi w pole karne, fura szczęścia przy strzale, Miśkiewicz w bramce i Wisła wskoczyła na obroty, na których grała w poprzedniej rundzie. Wynik 2-6 może, a w zasadzie powinien sugerować, że nie ma się do czego doczepić i trzeba jedynie chwalić. Ktoś może powiedzieć, że niepotrzebnie się czepiam, Bardzo mi przykro, ale muszę napisać, co mnie boli, a co mnie cieszy.

Co mnie boli?

Mateusz Lis

Bardzo fajnie rozwijał się Mateusz w poprzedniej rundzie. Doświadczenie, które łapał z każdym meczem, w połączeniu z jego super refleksem przynosiły efekty. Niestety, od początku roku Mateusz znów wygląda, jakby debiut w ekstraklasie miał dopiero przed sobą. Nerwowe przyruchy przed interwencją, niepotrzebne podskoki z jednej nogi na drugą. To wszystko powoduje, że w ostatecznej fazie interwencji jest spóźniony i nie ratuje go nawet wybitny refleks, który ma.

Paradoksalnie, im mniej czasu ma na interwencję, tym lepiej broni. Pobudka Panie Mateuszu, bo w tym meczu napastnicy stanęli na wysokości zadania, ale w następnych może nie być tak kolorowo, a bramkarz jednak powinien być ostatnią linią obrony, w której cały zespół pokłada nadzieję, a nie dodatkowym kłopotem dla obrońców.

Marko Kolar

Nie wiem, kto ponosi większą winę za zaistniałą sytuację. Marko, że gra bardzo słabo, czy jednak trener, że wystawia go w takiej formie? Nie chcę się pastwić, ale jeśli zespół wygrywa 2-6, a asystę i kluczowe podanie notuje całkowicie rozstrojony Sławek Peszko, a Marko nie ma udziału przy żadnej bramce, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak, jak być powinno. Tym większe brawa dla zespołu za osiągnięty wynik, gdyż wydaje mi się, że mogą się czuć tak, jakby wygrali to spotkanie, grając w osłabieniu. Najważniejsze wydarzenie sezonu już w niedzielę i wydaje mi się, że w takiej formie Marko nie powinien pojawić się na boisku.

Co mnie cieszy?

Piłkarze środka pola

Nie dość, że skutecznie odebrali Koronie chęci na grę, to jeszcze robili zamieszanie pod bramką rywala. Potwierdziła się moja teoria, że zespół poznaje się po tym, jakich ma defensywnych/środkowych pomocników. Basha złapał chyba formę życiową tuż przed Derbami, co może tylko cieszyć, a Savićević wygląda, jakby był w drużynie od kilku sezonów.

Kuba Błaszczykowski

Nareszcie. Nie wiem w jakim stopniu to przypadek, a jak bardzo zamierzona taktyka, ale Kuba w meczu z Koroną grał bliżej środka pola i od razu było widać efekty. Krótkie wymiany piłek, przyspieszanie gry prostopadłymi podaniami, takiego Kubę chcemy oglądać. Automatycznie cała prawa strona była wolna dla Burligi, który znany jest z gry Box to Box.

Krzysztof Drzazga show

Spektakularnie zmarnowana stuprocentowa sytuacja, trzy gole, asysta i wywalczony karny, którego tylko z wiadomych sobie powodów, nie podyktował sędzia. Krzysiek skradł show i od razu narzucił na siebie ogromną presję. Wszyscy kibice spoglądają w jego stronę błagalnym wzrokiem, mówiącym „Krzysiu, my wierzymy, prowadź nas do wygranej w derbach”. Jak zareaguje trener Stolarczyk? Wystawi go w niedzielę, czy założy tak, jak trener Lenczyk, że drugi raz z rzędu już takiego meczu nie rozegra?

Obstawiam, że jednak to pierwsze, wszakże nie gryzie się ręki, która karmi.

Craxa […] Derby Blisko!

Już w niedzielę czeka nas najważniejsze spotkanie rundy zasadniczej. Nie tylko o panowanie w Krakowie, ale przede wszystkim o  być albo nie być w grupie mistrzowskiej. Nie ukrywam, że obawiam się bardzo tego spotkania. Trener Probierz dostał ogromną swobodę w tworzeniu drużyny i skrzętnie z tej władzy korzystał. Śmialiśmy się wszyscy z jego doniczki, aż nagle roślinka zaczęła nie tylko kiełkować, ale też kwitnąć.

By wygrać, Wisła musi wyeliminować błędy, które popełniała w meczu z Koroną. Gdybym miał możliwość przeprowadzenia zmian w zespole i ustawienia graczy zrobiłbym tak. Przede wszystkim, musimy wyjść w jedenastu, co wymusza posadzenie kompletnie bezproduktywnego Kolara na ławce. Kuba dużo lepiej wygląda, kiedy gra w środku. Zrobiłbym więc tylko jedną personalną zmianę i w miejsce Marko wpuściłbym do gry Kamila Wojtkowskiego, żeby biegał na prawym/lewym skrzydle, a Kubę wystawiłbym na pozycji nr 10, za plecami Drzazgi.

Czy moje pomysły pokryją się z planem trenera Stolarczyka? Zobaczymy już w niedzielę.

Zachęcam was również, do przeczytania tekstu 6 Wniosków Kibica Wisły. Jest to inne spojrzenie na ostatni mecz, autorstwa Staszka Madeja.