Ambiwalentne odczucia po meczu

 

Ambiwalentne odczucia odnośnie do meczu naszły mnie wraz z końcowym gwizdkiem. Czuję się trochę tak jak Bogusław Leśnodorski, patrzący jak Wisła, którą swym wsparciem uratował przed agonią w czwartej lidze, zabawia się bez zabezpieczeń z jego życiową miłością ze Stolicy. A może bardziej jak Muzułmanin, który dopiero po pysznym obiedzie dowiedział się, że to, co leżało na talerzu, nie robiło wcześniej „Ko Ko”, a „Chrum Chrum”? W każdym razie coś pomiędzy…

Konsekwencja czy szczęście?

Co prawda wynik sugeruje, że był to „Piece of cake”, aczkolwiek mój mózg mówi „Nie byłbym tego taki pewien”. Wprawdzie Wisła kolejny mecz z rzędu wbija rywalom kilka bramek, niemniej jednak podskórnie czuję, że na to spotkanie Pan Bóg założył koszulkę z Białą Gwiazdą na piersi.

Zacznijmy od karygodnego podania Savicievica w poprzek boiska. Na 99 takich zagrań piłkę przejmuje Legionista, idzie kontra i jest 0-1. Vukan miał jeszcze co najmniej jeden zwis systemu, gdy podał piłkę bezpośrednio do przeciwnika i tylko brak precyzji legionisty sprawił, że nie padła bramka.

Jedenastka? Widziałem setki bardziej ewidentnych zagrań piłki ręką, za które karny nie był dyktowany. Strzał Pietrzaka z rzutu wolnego? W środek bramki i tylko pełna zbroja Cierzniaka sprawiła, że nie ruszył się z miejsca, a piłka wpadła do siatki.

Ile razy w meczu nasi obrońcy rozpaczliwym wślizgiem blokowali strzały na bramkę Lisa? Co najmniej kilka, z nich przy braku szczęścia mogło coś wpaść do bramki. Broń Boże, nie twierdzę, że wygraliśmy niezasłużenie, bo tak nie było. Odliczając 15 minut drugiej połowy, przez resztę czasu tłamsiliśmy gości jak ciasto na pierogi. Twierdzę jedynie, że szczęście sprzyja lepszym i dlatego aż tyle mieliśmy go w tym meczu, co pozwoliło odnieść bardzo komfortowe zwycięstwo. Byliśmy lepsi. Wisła była szybsza, bardziej zdeterminowana, dokładniejsza, nie bała się grać na jeden kontakt. Wielka byłaby szkoda dla całej ekstraklasy, gdyby z taką grą nie dostała się do grupy mistrzowskiej.

Co z tymi trybunami…

Również w tym przypadku mam ambiwalentne odczucia. 33 tysiące kibiców. Większość wzięła sobie do serca apel „Wszyscy na czerwono”. Zorganizowany doping, flagi, sektorówka, race i stroboskopy, odliczając dwa momenty w spotkaniu, przeważał kulturalny doping własnej drużyny. Jednym słowem Święto Futbolu! A w huczne Święta strzela się z petard i głośno śpiewa. Tak, jestem fanem zorganizowanego dopingu. Wolę to, niż smutne, ciche trybuny, z których raz po raz wyrywa się „grejże kur..a szybcieeeeej” „Ty ch…uuuu” „ja pier..le, moja stara kopie lepiej od ciebie” „grajcie na Wawrzyniaka, on jest cienki” – chociaż nie, to akurat było dobre.

Jednakże rozumiem też podejście władz klubu, które zabraniały wjazdu flagi „Wisła Sharks”. Dla postronnego kibica przekaz z mediów jest jasny. Ta grupa zrobiła sobie z klubu prywatny folwark, doiła pieniądze z klubowej kasy, doprowadzając go na skraj przepaści, a w dodatku pozdrawiają z trybun tych, którzy dali się złapać. Zwyczajny kibic nie wnika w tematy kibicowskie, po prostu nie chce, by hołdowano im na stadionie. Kibic piknikowy mówi „Halina w rzyci to mam, nie idę na mecz, nie będę napychał kabzy gangsterom, pójdę, jak już będzie bezpiecznie!” Nie wsiąka w temat, dlaczego ta grupa istnieje i co robi oprócz tego, co wyczytał w wyborczej…

Logiczne więc dla mnie jest, że klub nie chce flagi, która odstrasza klienta, wszakże w obecnej sytuacji nierówność jest jasno określona. Atmosfera na C < Kasa z pozostałych sektorów.

Burza w szklance wody

Wczoraj, w czasie meczu, redaktor Michał Knura podniósł lament na Twitterze, że „stare demony wracają” i że „tyle było z normalności”. Flaga WSH pojawiła się na stadionie. Bardzo dużo ludzi poszło w tę stronę i wtórowało swym donośnym jękiem, że „już po Ptokach”. Ja natomiast zwróciłem uwagę na coś innego.

Za poprzednich władz, flaga WSH była eksponowana z przodu sektora, jednoznacznie dając do zrozumienia, kto rządzi w klubie. Podczas wczorajszego spotkania, wywieszona była na samym końcu. Dla mnie jest to jasny przekaz, że grupa jest dalej obecna, ale nie stoi na froncie, raczej robi swoje z tylnego szeregu, czyli tak, jak z założenia działają tego typu organizacje. I dla mnie osobiście jest to sytuacja do zaakceptowania tak długo, aż flaga znów nie zacznie przemieszczać się w najbardziej eksponowane miejsce. Bo fakt, że flaga zniknie, nie sprawi, że zniknie problem.

O co gra Wisła?

I co teraz? Obstawiałem, że w ostatnich 7 spotkaniach rundy zasadniczej zdobędziemy 6 punktów, a my już zdobyliśmy 9. Powinienem być spokojny, a zaczynam się coraz bardziej stresować. Bo skoro przegryzasz tętnice Koronie Kielce, rozdeptujesz ogródek Trenera Probierza, a na końcu molestujesz najbogatszy klub w Polsce, to Zagłębiu Sosnowiec powinieneś zabrać punkty jak lizaka dziecku.

No właśnie, słowo „powinieneś” jest kluczowe. Już się boję tego momentu, gdy ktoś pierwszy powie „musicie” i nakręci spiralę wymagań i presji. Pogoń nam wtłukła, będąc na ostatnim miejscu w tabeli, Górnik zrobił dokładnie to samo. Wiecie, do czego zmierzam? Skoro wiecie, to i tak już nie ma sensu tego pisać…