Witajcie w piekle

 

2002 dni. Tyle minęło od ostatniego gola Wisły przeciwko Legii na własnym stadionie. Tyle minęło od zwycięstwa Białej Gwiazdy nad warszawską drużyną w Krakowie. Od listopada 2013 roku, Legia przyjeżdżała do grodu Kraka pięciokrotnie i tylko raz nie udało się jej wygrać. Do czasu. Piłkarze Wisły wraz z jej kibicami zgotowali im piłkarskie piekło, dzięki czemu znaleźli się w ekstraklasowym niebie: górnej ósemce.

Sześć lat czekania

To było najgorsze 6 lat w XXI wieku dla Wisły. Klubu, który najpierw przestał liczyć się w walce o mistrzostwa, później został opuszczony przez bogatego właściciela, a na samym końcu zrujnowany przez ludzi mających się za jej kibiców. To były sezony, w których kibice Wisły musieli pogodzić się z wyższością stołecznej ekipy, która co roku święciła triumfy i zabierała Wiśle jej najlepszych graczy. I na samym końcu raz za razem zdobywała Reymonta. Wszystko się jednak kończy i mając w pamięci widok wypchanych po brzegi trybun, czuję, że coś się zmieniło. Wreszcie.

Serce kibica Wisły pękało, gdy Radosław Cierzniak w niegodnych okolicznościach zamienił Wisłę na Legię. Gdy Konrad Handzlik, klubowy wychowanek, podążył jego drogą. Gdy później na ten krok zdecydował się Krzysztof Mączyński, a ostatecznie i jej najlepszy strzelec: Carlitos. Kibice Białej Gwiazdy musieli zapomnieć o minionych sukcesach. O tak niedawnej krajowej dominacji. Jednak wczoraj, po tylu latach, chyba wreszcie mogli sobie o niej przypomnieć. Półtorej godziny spotkania z Legią było czasem zemsty. Słodszej od miodu.

Zespół a piłkarze

Od pierwszej minuty uwypukliła się różnica między oboma zespołami. Goście przyjechali z nastawieniem, że jak zwykle odbiorą 3 punkty i kompletnie zapomnieli, że w sporcie nic nie można otrzymać za darmo. Gospodarze chcieli za wszelką cenę wygrać. Brakowało czasem jakości, jednego szybszego zagrania, jednego skutecznego dryblingu więcej. Natomiast przez całe 90 minut nie brakło zaangażowania. Piłkarze z Białą Gwiazdą na piersi nie oszczędzali się, walcząc o każdy centymetr boiska, a zachęceni przez doping trzydziestu trzech tysięcy kibiców: z każdą sekundą rośli.

Maciej Stolarczyk powiedział, że Wisła zagrała perfekcyjnie. Sam nie jestem do końca przekonany. Tych pięknych meczów w czasie krótkiej kadencji trenera Wisły było tyle, że aż ciężko wybrać ten najlepszy. I szczerze: moim zdaniem pojedynki z Lechią, Koroną czy Lechem były efektowniejsze. Szczególnie jeśli chodzi o ofensywę, bo wczoraj tych sytuacji paradoksalnie Wisła nie stworzyła wielu. No, ale jeśli wygrany mecz 4:0 z Mistrzem Polski, nie jest w moim rankingu w TOP3 najlepszych spotkań w tym sezonie, to chyba najdobitniej to świadczy o pracy trenera. O jego geniuszu.

Przyjemnie się patrzy na ciągły rozwój tej drużyny. Od braku polotu w ofensywie (Śląsk, Górnik) po najlepszy atak w lidze (Korona, Cracovią, Legią). Od słabej obrony i braku umiejętności utrzymania wyniku (Korona, Cracovia), po żelazny mur we wczorajszym meczu. Zadania domowe sumienie odrabiane. I tak mecz po meczu, Wisła stała się drużyną, mimo kadrowej rewolucji.

Pamiętacie lipiec? Zespół, który bez żadnych kompleksów radzi sobie w trudnych spotkaniach. Zespół tak waleczny, że każdy kibic na stadionie musi się z nim utożsamić. Krakowskie déjà vu? Tak właśnie.

Kto powinien otrzymać kwiaty?

Nieprawdopodobny był Marcin Wasielewski. Zmienił się skałę, której nie dało się ominąć. Wraz z resztą kolegów z defensywy, rozegrał najlepsze spotkanie w obronie. Główny architekt sukcesu Białej Gwiazdy. Obok niego błyszczał Savićević i Błaszczykowski, co jednak nie jest żadnym zaskoczeniem. Nie wypada jednak o tej dwójce nie wspomnieć.

Pierwszy jest kluczową postacią dla losów tej drużyny. Gra bardzo mądrze, nie przetrzymuje piłki, często dzięki temu, że przyspiesza akcję jednym mądrym kontaktem, Wisła ma sytuację bramkową. Wie też jak się ustawić, jak zrobić przewagę ruchem w środku pola. Mózg drużyny. Wraz z Bashą zawładnęli nad środkiem pola. Kuba zaś jest prawdziwym liderem. Nie kimś, kto mówi jak grać, ale kimś, kto pierwszy to pokazuje. Przez cały czas walczy o każdą piłkę, pobudzając tym samym ducha walki w całej drużynie. Takie zespołowe zaangażowanie, wraz z aplauzem tysięcy kibiców, sprawia, że piłkarze Wisły mają olbrzymią przewagę psychologiczną nad każdym rywalem. Efekty znamy.

Bo o ile w szeregach Legii znajdziemy lepszych piłkarzy, tak jednak lepszym zespołem jest Wisła. Monolit pokonał zbieraninę gwiazd. Przy akompaniamencie rozentuzjazmowanych fanów.

Piekło

Marko Kolar, przyznał, że w trakcie meczu było tak głośno, że nie słyszał samego siebie. Stadion Wisły Kraków stał się prawdziwym piekłem dla tych, którzy kiedyś od Wisły się odwrócili. Stolarski nie zdążył nawet rozegrać całej połowy, kiedy ku uciesze kibiców krakowskiej drużyny zszedł z boiska. Carlitos zaliczył kolejny beznadziejny mecz w barwach Legii. Gdyby nie kibice Wisły, którzy przy każdym jego kontakcie z piłką ustawicznie przypominali o tym, że dla Warszawy szybko odkochał się w Krakowie, w ogóle ciężko byłoby go rozpoznać. Magiczne zagrania, odważne dryblingi czy precyzyjne do bólu strzały, dzięki którym szybko zdobył uznanie kibiców Wisły, przeminęły. Zresztą, wraz z uznaniem.

Radosław Cierzniak przeżył prawie to samo co Dolha, będąc zmuszony czterokrotnie wyjmować piłkę z siatki. Powrót do Krakowa tej trójki udowodnił jedno: nieważne, kto odejdzie z Wisły, dla Wisły nie stanowi to problemu. Żadne inne boisko w Polsce nie kreuje tylu nowych bohaterów. Wczoraj Imaz i Košťál, dzisiaj Savićević i Drzazga. Inna sprawa, że ci bohaterowie szybko odchodzą. Jeśli jednak nie zawędrują za daleko i kiedyś przyjdzie im wrócić do Krakowa, w roli gości, nie będą mogli liczyć na kwiaty. Stadion przy Reymonta potrafi zamienić się w piekło, w którym zasada jest jedna: kto nie z nami, ten przeciwko. Tych w czerwonych koszulkach zmienia w swoich pomocników przy głównej robocie: poniżeniu przyjezdnych. Wczoraj na oczach całej piłkarskiej Polski.

Pewnie część z Was pomyśli: to okrutne. Taki jest jednak sport. Zemsta, wyczekiwana od sześciu lat, przynosi dziką satysfakcję. Porażki tych, których jakiś czas temu wynosiłeś na rękach, obraca w Twoje sukcesy. Czy jednak można się temu dziwić? Czy można odmówić kibicowi Wisły tego święta, którego częścią jest sportowa ofiara w postaci drużyny Legii?

Nie, po prostu nie. I co najgorsze dla paru drużyn w tym kraju, to nie koniec. Maszyna ruszyła. Przeciwnicy, witajcie w piekle.