Ekstraklasa ruszyła, czyli 5 wniosków po meczu #WISŚLĄ

Ekstraklasa ruszyła. Na tle mizernego Śląska Wisła zaprezentowała się jeszcze mizerniej, prezentując rywalom gola oraz 3 punkty. Po raz pierwszy od 21 lat Biała Gwiazda nie dopisze sobie żadnego oczka po pierwszym ligowym spotkaniu. To jednak niejedyny wniosek, jaki udało się Stanisławowi Madejowi wyciągnąć po wczorajszym spotkaniu. Zapraszamy na nowy odcinek nieco zakurzonego cyklu, w którym nasz autor pod lupę bierze spotkanie Wisły, nie boi się krytykować i stawiać bezpodstawnych tez.  Zapraszamy również na najnowszy odcinek cyklu #PoKrakosku

1. Krótka kołderka.

Już na samym starcie trener Maciej Stolarczyk nie mógł skorzystać z trzech kluczowych graczy: Vulneta Bashy, Vukana Savicevica oraz Jakuba Błaszczykowskiego. Wobec tego skład Białej Gwiazdy jakościowo prezentuje się mizernie. Dysproporcja między optymalną jedenastką a ewentualnym składem po drobnych korektach jest ogromna. Skład, który wyszedł wczoraj na plac gry, nie zapewniłby Białej Gwieździe nawet utrzymania. Ekstraklasa nie jest aż tak słaba.

Bo o ile można w połowie lipca nie mieć wyćwiczonych schematów, grać nieco topornie z przodu, to ustawiczne granie, niechlujnych i nieprzemyślanych podań w obronie nie napawa optymizmem. Rażąca niedokładność jest czymś, z czym Maciej Stolarczyk dopiero będzie musiał sobie poradzić. Tak samo, jak ze zbyt krótką ławką. Znamienne było, że pomimo słabej gry gospodarzy, trener Wisły dopiero w 89 minucie zdecydował się na drugą zmianę w meczu, wpuszczając 16-latka, a z trzeciej nawet nie skorzystał.

2. Papierowy atak

Mimo bardzo ofensywnego składu Wisła praktycznie nie atakowała. O ile udawało się przedostawać z własnego pola karnego w okolice trzydziestego metra rywali, tam brakowało już pomysłu jak rozegrać obronę rywali. I nawet kiedy Kamil Wojtkowski czy Silva zdołali się przedrzeć zasieki defensywy Śląska, kulało wykończenie. Piłka nie trafiała pod nogi napastników, którzy przez większość czasu nie mogli znaleźć wolnych stref.

Co cieszy, w końcówce pierwszej połowy zawodnicy Wisły coraz częściej grali szybciej. Wdawali się w pojedynki, starali się rozrzucać ciężar gry. Trybuny wreszcie miały co oklaskiwać, a ich aprobata przyczyniła się do jeszcze lepszej gry Białej Gwiazdy. Groźny w pierwszych minutach Śląsk został zneutralizowany. Z czasem jednak Wisła dostosowała się do rywala. Bramka musiała paść, bo zawodnicy Wisły sami zaczęli prowokować Śląsk. Liczne niechlujne, nieprzemyślane podania blisko własnego pola karnego skończyło się przepięknym trafieniem debiutanta, Dino Stigleca.

3. Debiutanci bez szału.

Największy potencjał zauważyłem u Jeana Carlosa Silvy. Brazylijczyk ma technikę, potrafi się utrzymać przy piłce, dużo widzi na boisku. Oczywiście ma też szereg mankamentów, dzięki którym gra w Krakowie, a nie w stolicy Hiszpanii. Przede wszystkim — głowa. Machanie rękami i pokazywanie frustracji po nieudanym zagraniu, nie wróży najlepiej. Pomocnik nie grzeszy również szybkością, co akurat nie jest wielkim problem w kontekście kariery w polskiej lidze. Stawianie tez po pierwszym spotkaniu w nowych barwach raczej nie jest najrozsądniejsze, ale myślę, że Jean kilka punktów Wiśle da.

Mak w Krakowie ma zastąpić Peszkę, ale swojego pierwszego meczu w wiślackich barwach z pewnością nie zaliczy do udanych. Bez wątpienia chciał, brał ciężar gry na siebie, wdawał się w liczne pojedynki i czasami udawało mu się poderwać trybuny. No właśnie: czasami. Spuszczona głowa nie pozwalała mu wykorzystać przewagi po minięciu pierwszego czy drugiego gracza. Gdyby oddał kilka razy futbolówkę wcześniej, być może ekipa Stolarczyka miałaby więcej pożytku z jego występu.

Innemu ex-zawodnikowi Lechii Gdańsk, Rafałowi Janickiemu poświęciłem oddzielny akapit. Zasłużył. Ostatnim z nowo pozyskanych przez Wisłę graczy, który wczoraj po raz pierwszy wybiegł na plac gry z białą gwiazdą na piersi, był Dawid Niepsuj. Nie był to występ marzeń, ale sprowadzony z Pogoni boczny obrońca raczej ma być, na ten czas zmiennikiem Łukasza Burligi. I jeśli nieco obniżymy poprzeczkę, to można uznać, że ten bezbarwny występ nie był dużym rozczarowaniem.

4. Obrona głupcze!

Kiedy pisałem, że Rafał Janicki – będący jednym z głównych autorów zeszłosezonowej żenady zaserwowanej przez piłkarzy Lecha Poznań – do spółki z Lukasem Klemenzem niekoniecznie będą stanowić mur nie do przejścia, część lekko mówiąc – nie dowierzała. Tymczasem już w pierwszym meczu gra tego duetu powodowała u kibiców stany przedzawałowe. Oczywiście, pomogła im w tym zadziwiająco słaba gra nogami Michała Buchalika, pasywność Macieja Sadloka – (zarówno w defensywie, jak i ofensywie).

Śląsk Wrocław, cały mecz grający bez napastnika i tak zdołał kilka razy poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Buchala. Nie było to specjalnie trudne. Goście z Wrocławia po prostu korzystali z wystawionych, jak na srebrnej tacy, piłek, które pod ich nogi zagrywali piłkarze Wisły. I to się musi zmienić. Bo o ile w pomocy będą zmiany, w ataku też, to w obronie dużego pola manewru nie ma. Sadlok jest na ten moment naszym najlepszym lewym obrońcą, Wasilewskiemu zdrowie i wiek mogą nie pozwolić na nawiązanie rywalizacji, a kontuzjowany Burliga wniesie pewnie sporo wigoru do ofensywy, ale nie za wiele spokoju do szeregów obrony.

Ekstraklasa jest na tyle słabą ligą, że nawet Bałaniuk może w niej strzelić 10 bramek. Albo Mak. I to wystarczy na przyzwoity wynik drużyny w sezonie. Pod warunkiem, że samemu się tych bramek tracić nie będzie, a tu może być już różnie.

5. Teraz trzeba się już skupić na następnym meczu

I klasycznie. Zapominamy o pierwszej kolejce i szykujemy się na batalię w Gdańsku. Będzie ciężko, bo wciąż nie wiadomo czy w składzie pojawi się Basha, czyli chociaż jeden nominalny środkowy pomocnik. Szybki zrzut okiem na ławkę i już wiadomo, że nie będzie wielkich roszad w składzie. Może Wasyl wróci do podstawy albo gra nogami Buchalika skłoni Stolarczyka na postawienie na Lisa (w co wątpię), ewentualnie Bałaniuk wskoczy za Brożka. To niestety cały wachlarz możliwości, troszkę jak wybór polskich kabaretów w sobotni wieczór. Ja zmieniłbym ustawienie na 4-4-2, wprowadziłbym Bałaniuka za Drzazgę. Krzysztof mnie od dłuższego czasu nie przekonuje. Ukrainiec zagrałby w parze z Pawłem Brożkiem, za plecami mając na skrzydłach Maka i Boguskiego, a w środku Wojtkowskiego oraz Silve. Ciekaw jestem, jak Wy byście to widzieli? Do meczu z Lechią czasu sporo, także pewnie Wam się to jakoś w głowie ułoży.

I na koniec. Rzewny doping, idealnie przygotowana murawa oraz kilku młodych zawodników na boisku. Gdyby nie ten wynik… Natomiast rok temu, Wisła zanotowała na samym początku bezbramkowy remis z Arką, a tak jak ta maszyna się rozpędziła później, to wszyscy dobrze pamiętamy. My, Ci w Poznaniu oraz Gdańsku. Także spokojnie. Ekstraklasa będzie trwać jeszcze 36 kolejek i cały długi sezon przed nami.

3 myśli na temat “Ekstraklasa ruszyła, czyli 5 wniosków po meczu #WISŚLĄ

Komentarze są wyłączone.