Nie lubię poniedziałku, czyli Wisła – Górnik okiem Maćka

Nie lubię poniedziałku! Nie, nie wszystkich, ale tego jednego specyficznego, kiedy tego dnia Wisła rozgrywa spotkanie ligowe. Kto to wymyślił, żeby ekstraklasę rozciągać na cztery dni? Przecież to podchodzi pod znęcanie się nad ludem. Za ten pomysł winni karać, nie dawać wypłaty. Wyczekuję momentu, w którym prezes ligi stwierdzi, że „dość gnębienia gawiedzi, wracamy do normalności”, czyli liga bez dzielenia na grupy i granie od piątku do niedzieli. Zanim jednak to się stanie, kilka niewinnych poniedziałków będzie miało ze mną pod górkę. Jak choćby ten wczorajszy…

Lepsze jest wrogiem dobrego

Grasz sobie w FIFĘ/PES. Wszystko idzie dobrze, wygrywasz, ale jednak nie jesteś zadowolony. Być może jeden gracz jakby taki niewidoczny albo biega po linii, a powinien zbiegać do środka, więcej goli strzelają pomocnicy niż napastnik. Zmieniasz jedno ustawienie i wszystko się sypie. Nie ma komu zagrać, tracisz piłkę raz po raz. Mieliście tak kiedyś?

Patrząc na grę Wisły w pierwszej połowie, odniosłem wrażenie, że to samo dopadło trenera Stolarczyka. „Cholerka, przecież zmieniłem tylko ustawienie, co tu się dzieje?!”. Każdy biegał, gdzie chciał. Powiedzieć, że formacja była płynna, to nic nie powiedzieć!  Pomyślałem sobie w pewnym momencie, że sponsorem tytularnym naszego stadionu powinien zostać Sadolin albo inny Vidaron. Tak drewnianej gry Wisły nie widziałem bardzo dawno.  Kiedy pojawiła się plansza ze składem, obstawiałem, że zagramy 4-4-2, dwóch napastników. Brożek z Bałaniukiem na boisku, środek będzie w miarę ogarnięty, a zarazem kreatywny. Niestety już po 10 minutach, zostałem wyprowadzony z błędu. Okazało się, że gramy innowacyjnym 2-1-7.  Janicki i Klemenz, przed nimi Basha, a potem hektary pola, na którym stali jedynie piłkarze Górnika. Reszta drużyny Białej Gwiazdy na linii pola karnego przeciwnika czeka, w sumie nie wiem na co. Jeśli miał to być element zaskoczenia, to udał się perfekcyjnie. Zakładam, że nawet trener Brosz nie spodziewał się tak bezradnej w rozegraniu Wisły. Co tam szkoleniowiec Górnika. Nasza „gra” była tak „hipnotyzująca”, że sędzia, do spółki z VAR-em nie uznali prawidłowego gola Zabrzan. Czyli w sumie, można powiedzieć, że plan się udał…

Odnalezione Save’y

Całe szczęście, że w przerwie spotkania trener Stolarczyk odnalazł dyskietkę z zapisanymi defaultowymi ustawieniami z poprzedniego sezonu. Zaczęło to wyglądać w miarę poprawnie, a od momentu, gdy na boisku pojawił się Vukan, nawet bardzo dobrze. Wprawdzie, kiedy Basha musiał opuścić murawę, zaczęliśmy przeciekać w środkowej części boiska i raz po raz śmierdziało kontrami, ale przynajmniej pojawił się łącznik pomiędzy obroną a atakiem, co daje podstawy do optymizmu na kolejne spotkania. Trzeba tylko się modlić o zdrowie dla Vullneta, bo z nim Savicievic będzie mógł się skupić na tym, co robi najlepiej.

Pan Profesor Piłkarz Paweł Brożek

Paweł we wczorajszym meczu dał wykład pod tytułem „Nie musisz szybko biegać, jeśli szybko myślisz”. Gra twarzą do piłki, z przeciwnikiem na plecach, na jeden kontakt. Szybka reakcja na boiskowe wydarzenia, przytomność, dokładne podanie. To wszystko zaprezentował wczoraj Broziu. Piłkarze z wiekiem cofają się w boiskowej drabince, nawet prezes Boniek kończył karierę na stoperze. Być może to jest droga, którą powinien iść Paweł? Z napastnika stać się ofensywnym pomocnikiem i kreować grę tak jak choćby we wczorajszej potyczce?

O obrońcach słów kilka

Kiedy w zeszłą środę słuchałem magazynu TSW, w którym gościł nasz szalejący redaktor Stanisław Madej, padła ciekawa teza na temat obsady środka obrony. Prowadzący stwierdził wtedy, że duet Klemenz – Janicki gra, bo Wisła przygotowuje się na moment, w którym Wasyl skończy karierę. Powiem wam szczerze, że gdybym miał pewność, że mój głos dotrze do trenera Stolarczyka, to błagałbym go na kolanach, by przyszłość wiązał z Hoyo-Kowalskim i ogrywał go właśnie przy Wasylu. Wiem, że chłopak grał w końcówce poprzedniego sezonu trochę z przymusu, w meczach nieobarczonych zbyt wielkim ciężarem gatunkowym, ale prezentował się bardzo dobrze. Nie rozumiem tej bojaźni przed zaufaniem młodym zawodnikom. Nie trzymajmy ich w inkubatorach, tylko pozwólmy uczyć się na żywej tkance. Popełni błąd? No i co z tego? Klemenz też wczoraj popełnił i tylko Var go uratował. Zgubi krycie? Janicki też zgubił i ratował się faulem taktycznym. Piłkarze zawsze powtarzają, że za granicą musisz być dwa razy lepszy od tubylca, żeby grać w podstawowym składzie. Idźmy tą drogą! Wymagajmy, by piłkarz najemny był zdecydowanie lepszy od wychowanka, by mógł grać… A poza tym uważam, że Unia Europejska powinna zostać zniszczona wszyscy obrońcy zagrali poprawne zawody i wyrok skazujący na ławę zostaje odroczony!

Siedem

Tyle zagrań z pierwszej piłki poprzedziło bramkową akcję. Po całym spotkaniu bezładnego walenia głową w Zabrzański mur, okraszonych dwoma kiksami Drzazgi, to było jak sen na jawie. Do 93. minuty piłkarze grali na dwa kontakty: przyjął, stracił, aż tu nagle taki show, po którym nie wiadomo którego piłkarza chwalić. Czy bardziej Brożka za przytomne zgranie, Wojtkowskiego, za to, że poszedł z akcją, czy Chucę, za perfekcyjne wykończenie? Pytanie tylko: dlaczego tak późno? Górnik zagrał bardzo dobre spotkanie, postawił trudne warunki i obiektywnie oceniając, remis byłby bardziej sprawiedliwym wynikiem. Nawet w ostatnim #PoKrakosku wyrokowałem, że ten mecz przegramy. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę na nasz potencjał czysto piłkarski, uważam, że jedna składna akcja na mecz to stanowczo za mało. Trener Stolarczyk ma nad czym pracować, by w spotkaniu przeciwko Pogoni  podobnych akcji było co najmniej kilka razy więcej.

Jedna myśl na temat “Nie lubię poniedziałku, czyli Wisła – Górnik okiem Maćka

Komentarze są wyłączone.