Oby nie zjedli Cię żywcem.

W poniedziałek krakowskie trybuny pożegnały Radosława Sobolewskiego. Wieloletni kapitan Białej Gwiazdy, a później jej asystent w sztabach kolejnych szkoleniowców, wyrusza do Płocka. To tam rozpocznie swoją trenerską karierę. O tym co co go czeka, co czują kibice Wisły i w co wierzą napisał Stanisław Madej.

Jeśli nie jesteś bystry, jeśli nie znasz odpowiedzi, nie znasz futbolu, to zjedzą Cię żywcem. Tak o swojej pracy powiedział legendarny sir Bobby Robson. Odpowiedzialność za wyniki całej drużyny, ciągła praca pod gigantyczną presją. Nagroda? Często jedynie wyrzucenie za drzwi po dwóch meczach bez punktów. Stres, pot, łzy. W ekstraklasowych warunkach przygoda rzadko trwająca dłużej niż kilka miesięcy. Jeden przypływ emocji prezesa i już Cię nie ma.

Wdzięczność? Taki termin w polskiej piłce nie istnieje. Ikony klubów nie są traktowane inaczej. Kazimierz Moskal przekonał się o tym kilkukrotnie. Grzegorz Niciński został pożegnany tuż po wprowadzeniu Arki do finału Pucharu Polski. Jacek Magiera po romantycznym remisie z Realem Madryt. Kolejny będzie Vuković. Dopełniając opis Robsona: w Polsce i tak zjedzą Cię żywcem. To nie miejsce na zapisywanie pięknych karier trenerskich. Nie raz zostaniesz obdarty z godności.

Za czym tęsknicie?

Coś jednak jest w tej pracy, że Radosław Sobolewski rezygnuje z miejsca, w którym jest idolem. Joan Carrillo skarżył się na klubowe media, gdy te pokazywały Sobola. To ja jestem przecież pierwszym trenerem – tłumaczył. Tyle że czego by hiszpański trener nie dokonał i tak był w jego cieniu. Charakter byłego kapitana Białej Gwiazdy sprawił, że od Wisły odbił się sam Michał Probierz. Panowie do dzisiaj nie podają sobie ręki. I to będzie ciekawe: czy poradzi sobie lepiej niż brylujący w wywiadach i konferencjach prasowych szkoleniowiec Cracovii? Czy nieustępliwy charakter oraz ponadprzeciętna determinacja pomogą mu w relacjach z kolejnymi prezesami, czy staną na przeszkodzie.

A co jest w tej pracy? To ta cotygodniowa adrenalina, za którą tęsknią wszyscy gracze na emeryturze. To ten chory rytm życia, w którym przez 90 minut możesz przejść od zera do bohatera. Od bohatera do zera. Na boisku nie ma świętych. Ono nikogo nie oszczędza. Bez emocji moje życie byłoby nudne – powie Radosław Sobolewski na swojej pierwszej konferencji. Czy mogliśmy się spodziewać czegoś innego?

Warszawski kierunek

Mnóstwo do udowodnienia. Bierze zespół, który nie ma niczego. Nie, przesadziłem: tam nie ma zespołu. Tam jest biegający samotnie Dominik Furman. Kolejny ciekawy wątek tej historii: to Wiślakowi przypadnie rola generała armii złożonej z legionistów. Bo jest jeszcze Jakub Rzeźniczak, Mateusz Szwoch. Dodajmy wypożyczonego z wice-mistrza Polski Mikołaja Kwietniowskiego. Na przeciwnym biegunie Alan Uryga, wychowanek Wisły. Miejsce w tabeli: samo dno. Jak wiele  dał mu czas spędzony na ławce trenerskiej w Krakowie? Lata podpatrywania innych szkoleniowców mu się opłacą? Czyżby za chwilę miał się przekonać, że do tego zawodu nie da się być przygotowanym teoretycznie?

I ten uciekający przed kamerami, wywiadami Radek Sobolewski będzie zasiadał w salce konferencyjnej dwa razy w tygodniu – będzie musiał odsłaniać siebie przed wszystkowiedzącymi dziennikarzami. Zdradzać swoją filozofię gry i odkrywać karty. Jego Wisła Płock jest chyba najbardziej pożądaną tajemnicą początku sezonu Ekstraklasy. Czy wykorzysta bogate doświadczenie w roli drugiego trenera i zaskoczy nas taktycznymi zagraniami? Czekamy na odpowiedź.

Wróci

Każdy, kto ma serce w kształcie Białej Gwiazdy, ma to naturalne przeczucie, że przecież On tu wróci. Wczoraj po meczu Sobolewski w rozmowie z Mateuszem Migą sam się nim podzielił: Wiecie, że Wisła to mój dom i, że na pewno tu wrócę. Za rok, dwa, pięć lat – nie później, to Radosław Sobolewski zostanie trenerem Wisły. Tej z Krakowa. Tylko nie wiadomo jak skończy się jego przygoda: wstrząsającymi zwolnieniami, które przytrafiły się Kazimierzowi Moskalowi? Czy Wisła będzie klubem wychowującym własnych trenerów, dającym im szansę? Czy to w Krakowie będą mogli zawsze czuć to wsparcie w gabinecie prezesa, jakie mieli wśród kibiców podczas występów z Białą Gwiazdą na piersi?

Sam w to nie wierzę. Może nastał inny czas. Może Maciej Stolarczyk zapoczątkuje nową erę. Ludzi wychowanych przez Henryka Kasperczaka. To ten legendarny szkoleniowiec wynalazł Stolara, to on sięgnął rok później po Sobola. I z tego dziedzictwa czerpać będzie Biała Gwiazda w najbliższych latach. Pewne jest jedno: dzisiaj ta dwójka kończy współpracę i zaczyna rywalizację. Bez miejsca na sentymenty.

Jeśli nie jesteś bystry, jeśli nie znasz odpowiedzi, nie znasz futbolu, to zjedzą Cię żywcem. Powiedział Robson. Po czym dodał: Mnie jeszcze nie zjedli. Na razie.

Oby Ciebie, Sobol, też nie zjedli.