Przełom czy przypadek? 5 wniosków po meczu #WISŁKS

„Pokaż, pokaż, na co Cię stać!” śpiewał niegdyś zespół Feel. W piątej kolejce Wisła zanotowała prawdziwy przełom w ofensywie, rozgramiając Łódzki Klub Sportowy 4:0. Czy to zwycięstwo to dzieło przypadku, czy może początek pięknej serii? W kilku zdaniach Stanisław Madej postarał się przeanalizować wysoką wiktorię Wiślaków.

1. Bez Bashy, za to z punktami.

Vullnet Basha 7 razy opuszczał mecze Wisły w 2019 roku. W piątek dopiero 2 raz Biała Gwiazda zwyciężyła pomimo jego nieobecności, a po raz pierwszy nie straciła w tym czasie bramki. Godnie Albańczyka zastąpił nie tyle Vukan Savicević ile… przysposobiony ofensywnie Jean Carlos Silva. Brazylijczyk przychodził do Wisły w roli skrzydłowego. W związku z kontuzjami w zespole szybko dostał szansę na pokazanie swoich możliwości i z meczu na mecz prezentuje się lepiej. Po jego debiucie pisałem:

Największy potencjał zauważyłem u Jeana Carlosa Silvy. Brazylijczyk ma technikę, potrafi się utrzymać przy piłce, dużo widzi na boisku. Ma też sporo mankamentów.

Jak widać, dosyć szybko przystosował się do potrzeb zespołu. Inteligentnie wykorzystuje swoją technikę, dojrzale rozgrywa w środku pola, ale co najważniejsze: wydatnie pomaga obronie. To jego powroty i odbiory przyczyniły się do czystego konta, a rozprowadzanie piłek w środku pola pozwoliło Wiśle płynnie zawiązywać kolejne akcje.

W meczu z Jagiellonią do dyspozycji będzie już Vullnet Basha, dlatego przed trenerem Stolarczykiem prawdziwy ból głowy: kogo z pomocników Wisły odstawić? Ja rekomendowałbym Chucę, który przypomina… Jeana Carlosa z pierwszych meczów sezonu.

2. Magiczna kolejka numer „5”

Rok temu Wisła zaczęła sezon bardzo przeciętnie: bezbramkowymi remisami. Przełamanie przyszło, a jakże, dopiero w piątej kolejce, w Poznaniu. Wówczas trener Stolarczyk dał szansę od pierwszej minuty — kosztem Małeckiego oraz Boguskiego — Bartoszowi oraz Kostalowi. Dla tego ostatniego był to punkt zwrotny w jego przygodzie z Wisłą. Co więcej, rundę wiosenną w poprzednim sezonie Biała Gwiazda również zaczęła bardzo przeciętnie. Dopiero w piątej turze gier nastąpił przełom w Kielcach, gdzie chłopcy Stolarczyka przywieźli 3 punkty z Kielc, po wygranym spotkaniu 6-2.

W piątek również doszło do roszad w składzie. Na murawę nie wybiegł Mak, który był pewniakiem w poprzednich spotkaniach. Trudno się dziwić takiej decyzji trenera i równie ciężko oczekiwać na powrót Michała do pierwszej jedenastki. Zarówno on, jak i Krzysztof Drzazga są największym rozczarowaniem bieżącego sezonu.

Dwóch podstawowych zawodników pierwszych kolejek nie ma teraz większych perspektyw na grę. Będą musieli się pogodzić z obserwowaniem boiska z ławki rezerwowych, co najlepiej świadczy o tym, jak podniosła się, jakość rywalizacji.  To cieszy.

3. Weterani

Wasilewski, Boguski, Błaszczykowski i Brożek. Ta fantastyczna czwórka wciąż decyduje o sile Białej Gwiazdy. Dla mnie to proste: z roku na rok tak drastycznie spada poziom Ekstraklasy, że nawet jeśli z upływem czasu spada potencjał piłkarski Brożka czy Boguskiego, to wciąż spada on wolniej niż poziom umiejętności innych drużyn. Oznacza to, że będą mogli w naszej lidze śmiało grać przynajmniej do wieku emerytalnego.

I o ile Rafał od wielu lat jest w podobnej formie, jeszcze przed każdym spotkaniem każdy kibic wie, mniej więcej czego można się od niego spodziewać, to Paweł Brożek i jego dyspozycja jest niemałym zaskoczeniem. Również w tej materii nastąpił przełom. Ponad rok temu żegnał się z Wisłą i już wtedy narzekał na kontuzje, przekonywał, że zbyt bardzo fizycznie odstaje od rywali, by grać w Ekstraklasie. Tymczasem rok spędzony głównie w gabinetach lekarzy, jeden w pełni przepracowany okres przygotowawczy i proszę.

Ciekawie pisał Maciek tydzień temu, o tym, by przestawić doświadczonego snajpera na pozycję nr 10. Tyle że od tego czasu żywa legenda Wisły ustrzeliła dublet i udowodniła, że gdy partnerzy ze środka pola będą celniej dogrywać, to rekord Kazimierza Kmiecika może zostać poważnie zagrożony. Paweł w tym sezonie najprawdopodobniej najtrudniejszą walkę stoczy nie z Bałaniukiem czy Balickim, ale z własnym organizmem.

Jego dobre występy napawają optymizmem też z drugiego powodu: skoro 36-letni napastnik potrafi tak dobrze grać w tej drużynie, to znaczy, że nie trzeba znaleźć, nie wiadomo kogo na rynku transferowym, by widocznie poprawić siłę rażenia. I nieco potwierdza kolejną tezę: zarówno Ondrasek, jak i Kolar byli zwykłymi napastnikami, w niezwykłej drużynie. W takiej każdy z czasem będzie strzelał.

4. Czy Jagi trzeba się bać?

Jagiellonia wcale nie zagrała wybitnie w meczu z Górnikiem. Ba, mimo wyniku 3-1 dla podopiecznych Ireneusza Mamrota, trudno byłoby mi wskazać lepiej grającą drużynę w tym meczu. Górnik raz po raz dochodził do sytuacji, które spektakularnie marnował. Jagiellonia pokazała bardziej wyrachowaną twarz, skutecznie obnażając wady drużyny z Zabrza.

Jestem przekonany, że Wisła stworzy sobie przynajmniej taką samą ilość sytuacji podbramkowych, a od tego, czy uda się je wykorzystać, będzie zależeć czy uda się zdobyć jakiekolwiek punkty. Brzmi banalnie, ale właśnie tyle można wywnioskować po spotkaniach Jagiellonii w obecnej kampanii. Czeka nas więc prawdziwy sprawdzian wiślackiej ofensywy — oby ten przełom, który nastąpił w piątek, nie był jednorazowym wyskokiem.

5. Sky is the limit?

Kluczem do sukcesu będzie odpowiedni wybór składu. Miesiąc temu problemem była zbyt wąska kadra, teraz o ból głowy trenera Stolarczyka może przyprawiać mnogość opcji. Jakość trzeba pomieścić Silve, Bashę, Savicevica, Błaszczykowskiego, Chucę i Boguskiego. Najprawdopodobniej odrzucona zostanie ostatnia dwójka, która zasiądzie w towarzystwie Burligi, Wasilewskiego, Maka czy Drzazgi. Decyzja o reaktywacji rezerw okazuje się zbawienna.

Na koniec raz jeszcze zahaczę o wspomnianą magiczną 5 kolejkę. To ona była początkiem zwyżki formy. W pierwszym przypadku dobra seria skończyła się w związku z problemami organizacyjnymi, przymusową wyprzedażą graczy. Za drugim razem kontuzje przetrzebiły wąską kadrę Białej Gwiazdy, w znacznym stopniu hamując jej potencjał i miejsce w tabeli.

Jak będzie teraz? Nie wiemy, ale wiele wskazuje na to, że oba problemy zostały po części zneutralizowane i końcowy wynik w sezonie może zależeć tylko od dyspozycji sportowej drużyny. Po raz pierwszy za czasów kadencji trenera Stolarczyka, więc chyba jednak przełom.