Miasto absurdów

W czasie gorącej dyskusji toczącej się wokół miejskiego stadionu przy ulicy Reymonta 22 swój głos postanowił zabrać Stanisław Madej. O mieście pełnym absurdów, niekończącej się budowie stadionu, ale także nieśmiałej propozycji dla pewnego radnego.

Płynie czas

Z pewną dozą niepokoju obserwuję debatę wokół stadionu, należącego i wybudowanego przez krakowski magistrat i wynajmowanego przez Wisłę. Stadion jest budowany od 2004 roku. Opieszałość urzędników pozwala snuć przypuszczenia, że uda się pobić rekordowe 130 lat budowy katedry Sagrada Família w Barcelonie. Zdawać się mogło, że te 15 lat pracy nad budynkiem – przy obecnym postępie technologicznym – przysporzy krakowskim decydentom, chociaż parę pomysłów na zagospodarowanie betonowego, pustoszejącego wnętrza. Może wreszcie, wkraczając już w lata 20 XXI wieku, ktoś zorientuje się, że stadion, położony obok Błoń i Parku Jordana, mógłby być niezłym miejscem na otworzenie restauracji?

Otóż nie. Długo będę musiał się wstydzić swojej naiwności. Wierzyłem, że wydając kilkadziesiąt milionów na prawa do przebudowy stadionu, ktoś wreszcie zrozumie, że potrzeba jakichś zmian. Ba, nawet wystarczyłyby takie, które wystosował sam… Krzysztof Kowal, dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie w 2013 roku. Mówił tak: stadion musi przynosić zyski przez cały tydzień. Powierzchnie pod trybunami wynajmiemy więc nawet na sklep sieciowy: „Biedronkę” czy „Tesco”. Przyznał ponadto, że na stadionie powstać mogą m.in. kluby fitness, gabinety lekarskie, odnowy biologicznej, sklepy sportowe, restauracje. Wynajmować można także powierzchnię biurową, a także korzystać z parkingów.

Obietnice niespełnione

Minęło, więc pięć lat prezesury tego Pana. I  jak to często w polityce bywa: żadnej z obietnic nie udało się zrealizować. Być może – ale to już tylko takie moje gdybanie – pan Kowal miałby troszkę więcej czasu na sprawy związane z miejskim stadionem przy ulicy Reymonta, gdyby nie prowadząca w jego sprawie śledztwa krakowska prokuratura. W jakiej? Otóż w 2015 roku Cracovia kupiła warte 1,2 miliona bandy reklamowe i przekazała je w ramach spłaty dzierżawy stadionu. I wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że zrobiła to bez przetargu i niezgodnie z przepisami. O tyle to dziwne, że przecież żaden inny prezydent w tym kraju nie zna się tak dobrze na tym, co miasto może zafundować, a czego nie prywatnym klubom, jak profesor Jacek Majchrowski. I od razu – ku zdumieniu kibicom z Białegostoku, Gliwic, Zabrza czy Wrocławia – dodam, że nie może przekazać ani grosza. To niezgodne z prawem Unii Europejskiej.

Wydawałoby się, że 15 lat od rozpoczęcia nigdy nieukończonej budowy stadionu, wreszcie któryś z urzędników spróbuje w jakiś sposób naprawić swoją nieudolność. Sprawić by ogromna bryła betonu stojąca dumnie w centralnej części miasta okazała się choć trochę funkcjonalna. Nie dane nam było jednak i tego doświadczyć. Wszyscy Ci specjaliści, nasi reprezentanci doszli do dwóch wniosków: 1) stadion można przeznaczyć na jeszcze większą ilość biur 2) stadion należy zburzyć (na to wpadł jeden radny). Tak, ludzie, powołani do tego, by wsłuchiwać się w głos społeczności, rozwiązywać jej problemy są tak kreatywni, że uznali, że inwestycja za 600 milionów może ograniczyć się do roli kilkunastu biur dla kilkunastu urzędników. Bądź w ogóle należy wszystko zburzyć. Od poziomu kreatywności tych propozycji gorsza jest już chyba tylko świadomość, że ktoś tych ludzi musiał wybrać.

Moja oferta

Ja mam propozycję nie do odrzucenia: zburzmy magistrat przy Placu Wszystkich Świętych, pałac Wielopolskich, a pieniądze podzielmy na mieszkańców. Miałem okazję być na obradach miasta, frekwencja przypomina trochę tę ze stadionu Kałuży. Rzadko kiedy sala zapełnia się do końca. W przypadku ważniejszych obrad zawsze będzie można skorzystać np. z Centrum Kongresowego. Dla mnie bezsensem jest utrzymywać wielki budynek w środku miasta. To dobre miejsce na hotel, ewentualnie drogie apartamentowce. Obiekt w obecnym kształcie jest nieco niewydolny ekonomicznie. Wysoki sufit, wielkie pokoje – w zimie bardzo ciężko ogrzać znajdujące się w nim pomieszczenia.

Co do ewentualnego hotelu. Nawet jeśli plany zabudowy przestrzennej na to nie pozwalają, to od tego są przecież plany: żeby je zmieniać. Poza tym to chyba lepiej by pieniądze ze sprzedaży terenów trafiły do mieszkańców, niż miały co miesiąc być marnowane na niewydolny ekonomicznie budynek. Dodam: w tygodniu często święcący pustkami, w weekendy zamknięty. A przecież na stadionie przy ulicy Reymonta 22 będzie możliwość pracowania w kilkunastu biurach. Po co więc nam jeszcze magistrat?

Miasto absurdów

W oficjalnych komunikatach miasto Kraków odcina się od pomysłów Wantucha i poprzez swoje kanały społecznościowe nieustannie tytułuje się miastem sportu. Miasto, które wielkością ustępuję tylko Warszawie, nie ma żadnego klubu sportowego sięgającego po sukcesy na krajowej arenie. Miasto, w którym prezydent chętniej i szybciej jest gotów się spotkać z przebierańcami z Kambodży aniżeli rzeczywistymi inwestorami Wisły Kraków. Miejsce, w którym nie udało się wybudować stadionu za ponad pół miliarda złotych. W piętnaście lat.

Niewykończona elewacja stadionu oraz trybuna, która nigdy nie została nawet oddana do użytku. To jest najlepsze podsumowanie Waszego stosunku do kilkudziesięciu tysięcy kibiców. Jesteście miastem absurdów, złych decyzji urzędników i niejasnych argumentacji, ale naprawdę niczego więcej.