Co teraz? Wisła punkt nad przepaścią…

Nie wtedy gdy piłkarze miesiącami nie dostawali wypłat. Nie wtedy, gdy Kraków nie mógł doczekać się przelewu z Kambodży. A właśnie teraz, przy regularnych wypłatach i zapowiedziach walki o coś więcej.  To teraz Wisła walczy o przetrwanie i jak najszybszy marsz w górę tabeli z trzynastego miejsca. Co poszło nie tak? Kilka słów o sytuacji Wisły od Stanisław Madej.

Panie Trenerze, czy czas się pożegnać?

Chyba nie sposób sprawiedliwie ocenić pobyt Macieja Stolarczyka przy Reymonta. Na każdy sportowy wynik drużyny patrzymy pod kątem okoliczności. Jesteśmy wdzięczni za heroiczną walkę o górną ósemkę. Natomiast możemy mówić, że w przypadku kłopotów finansowych każdy z zawodników daje z siebie jeszcze więcej, bo wie, że za chwilę będzie musiał szukać nowego klubu. Wiem, brutalne, ale prawdziwe. Za mało w tym romantyzmu sportowego. Można pytać dalej: skoro były tak dobre wyniki bez  pieniędzy, to dlaczego teraz tych wyników już nie ma?

Pewnie część krzyknie: kadra została osłabiona! Zgoda. Pisałem o tym w czerwcu, ale jak to często bywa: nie wielu chciało się ze mną zgodzić. Miałem nawet bardziej rozpisać się w tej sprawie, ale nie chcę znów zostać uznany za naczelnego marudę, z resztą, to miano na naszym portalu jest już zajęte przez Maćka ;). Większość kibiców Wisły woli jednak okłamywać się w nieskończoność. W każdym razie: kadra została osłabiona, trener nie może osiągnąć niczego poza desperacką walką o utrzymanie. I okej, ale to znów tylko potwierdza tezę, że trener Stolarczyk wybitnym specjalistą nie jest, skoro jego wyniki są tak zależne od siły drużyny, a nie własnej taktyki.

Ludzie się zmieniają…

I żeby nie było, nie dyskredytuję umiejętności trenera Stolarczyka. Chcę tylko w dyskusji toczącej się nad jego ewentualnym zwolnieniem zaznaczyć, że tak naprawdę nie da się teraz sprawiedliwie ocenić osiągnięć trenera. Inną sprawą, jest jego mała przemiana. Gdy jednak przyłoży się ucho do klubowych ścian, można szybko wywnioskować, że dzisiaj jest to już inny Maciej Stolarczyk, niż ten przychodzący w czerwcu ubiegłego roku.

Wtedy nikt w niego nie wierzył. Był dziwnym pomysłem skompromitowanego aferą stadionową zarządu. Dzięki elastyczności w podejściu do piłkarzy dostosowaniu taktyki pod ówczesny zespół udało się stworzyć „Drużynę z charakterem”. W jakim stopniu jednak pomógł fakt, że niemal każdy z graczy miał świadomość, że za chwilę zostanie bez kontraktu – tego możemy się już nie dowiedzieć. Dobre rezultaty spowodowały wzrost pewności siebie u szkoleniowca i zmianę mentalności trenerskiej. Dzisiaj to piłkarze muszą dostosowywać się do niego i być może część z nich nie może tego przyjąć do wiadomości. Przykre. Czy jednak chcemy iść w stronę klubu, w których to szatnia rządzi kolejnymi trenerami? Myślę, że nie.

Spirala beznadziejności

Narzekają do swoich agentów głównie zmiennicy, młodsi gracze, ale czy nie jest to naturalna kolej rzeczy? Na boisku nie może jednocześnie przebywać 25 graczy, ktoś zawsze musi siedzieć. Słabe wyniki tylko pogarszają atmosferę i koło się zamyka. Dla Macieja Stolarczyka najgorsze jest, że jego wybrańcy (święte prawo trenera stawiać według własnego uznania!) zawodzą. Chwilowa niemoc czy może pewna formuła się wyczerpała? Całość przypomina buksujący kołami samochód. Bez podłożenia czegoś co zwiększy przyczepność sytuacja się nie zmieni. Wydaje mi się, że jesteśmy w podobnym momencie co Cracovia w poprzednim sezonie. Z tym że nasza sąsiadka ma nieco większe możliwości finansowe i bardzo szybko mogła dostosować plan pod jedną osobę w klubie. U nas trwać może to znacznie dłużej, a w przypadku zaglądającego w oczy widma spadku, cierpliwości może zabraknąć.

Zwolnienie „Stolara” nie wyszłoby na dobre Wiśle. Na krótką metą i owszem, przyszedłby ktoś, u kogo wszyscy piłkarze zaczęliby walczyć na treningach do upadłego. Wszyscy mieliby czystą kartę. Udałoby się wygrać pięć, może siedem spotkań. Tylko co dalej? Nowy szkoleniowiec spróbowałby ustawić zespół pod swoją wizję i wówczas straciłby poparcie szatni. I znów znaleźlibyśmy się w tym samym punkcie co teraz. Nie widzę też kogoś, kto byłby w naszym zasięgu sensowną opcją. Oczywiście, zamykając temat: w planach zarządu nie ma możliwości zmiany trenera. Żaden jego następca nie jest nawet rozpatrywany.

Trzej tenorzy

Gorętszą kwestią jest nieunikniona zmiana składu właścicielskiego Wisły Kraków. W grudniu cel był jeden: uratować Wisłę od tragedii. Jednak jak to małżeństwach bywa: kryzysy przychodzą później, gdy pojawia się proza życia. I tak jest w przypadku krakowskiego klubu: wizje poszczególnych władnych coraz częściej bywają sprzeczne. Być może krakowski klub zrobił się za ciasny na trzy osobistości, z których każda ma inne doświadczenie i wizję rozwoju klubu? Możliwe odejście Jarosława Królewskiego już w niedalekiej przyszłości szybko stało się tajemnicą Poliszynela a zarazem źródłem wielu spekulacji.

Zgodnie z umową zawartą w styczniu, od pierwszego dnia nowego roku pożyczka udzielona przez Jarosława Królewskiego, Jakuba Błaszczykowskiego oraz Tomasza Jażdżyńskiego zostanie przekształcona w akcje Wisły Kraków SA, które zostaną rozdzielona po równo całej trójce. Oczywiście, Towarzystwo Sportowe mogłoby spłacić pożyczkę,  której wartość to 4 miliony złotych i ponownie zostać właścicielem piłkarskiej spółki. Nie stanie się to z prostego powodu: towarzystwa nie stać na przejęcie zadłużonej po uszy futbolowej sekcji.

Do tanga trzeba trojga

Czy w obliczu tego, kolejna osoba zostanie zaproszona do tańca? Całej trójce bardziej opłaca się, by podejmować negocjacje z ramienia pełnoprawnych właścicieli Wisły (chociaż wiadomo, że tymczasowi włodarze również mają zapisane prawo do decydowania o sprzedaży kluby), gdyż będą po prostu zbywać swoje akcje, a obecnie ktoś musiałbym wykupić dług i tym samym cała operacja mogłaby być trudniejsza). Wraz z początkiem stycznia, każdy z „Wielkiej Trójki” będzie mógł pójść w swoją stronę, decydując się na sprzedaż części bądź nawet całości udziałów.

Chciałbym przy tym zaznaczyć, że nie mamy tutaj do czynienia z żadną Grą o Tron. Tudzież gniazdem os. Po prostu nic nie trwa wiecznie, a każdy z Panów podejmował ogromne ryzyko, decydując się na przejęcie 13-krotnego Mistrza Polski w tak trudnym momencie. Za to należy się szacunek, bo jednak byli tacy biznesmeni, którzy zrezygnowali. A dziś też mogliby być właścicielami rzekomo ukochanego klubu. Jeśli formuła się wyczerpała, trudniej w pewnych sprawach dojśc do porozumienia, każdy z nas powinien to zrozumieć. Gdyby to odejście stało się faktem, odbyłoby się z klasą, dlatego też za krzywdzące uważam pewne wyolbrzymione nieporozumienia, o których ćwierka się na kibicowskich forach. Najbardziej realnym rozwiązaniem sytuacji będzie prawdopodobna zamiana Jarosława Królewskiego na osoby związane z niemiecką piłką, nie inwestujące polskim kapitałem.

Nie trudno się domyślić, że za całą operacją stoi Jakub Błaszczykowski. Wraz z bratem zasiadającym w Radzie Nadzorczej piłkarskiej spółki od kilku miesięcy prowadzą rozmowy, które dopiero w ostatnich tygodniach weszły w decydującą fazę. Kapitanowi Białej Gwiazdy zależy by temat został zakończony jeszcze w styczniu.

Nieprawdziwe są jednak informacje, jakoby w Krakowie miał pojawić się obrzydliwie bogaty inwestor. Są to ludzie mający doświadczenie w zarządzaniu organizacji sportowych, ale nie multimilionerzy z Zachodu. Nie doszło też jeszcze do podpisania żadnych dokumentów.

Niespełnione obietnice

Obecni włodarze przeszacowali potencjał zespołu. Mieliśmy w wakacje okazję przeczytać wiele deklaracji o ambitnych celach, ale boisko błyskawicznie je zweryfikowało. Na dzisiaj Wisła jest jednym z głównych kandydatów do spadku. Zaburzono proporcje kadry. Pojawiło się w niej za dużo graczy odcinających kupny, niemających żadnych szans na wyjazd za granicę. Dla zdecydowanej większości z nich gra w Wiśle to już sufit. Gdy zawodnik z nieudaną przygodą trafi do ambitnego zespołu, jest duża szansa, że w takim gronie sięgnie dna, niestety bardzo niewielka, że się od niego odbije. Tak było przez ostatnie rundy, teraz widać, że coś poszło w złą stronę. Jedynym zawodnikiem, który poczynił – jakikolwiek – progres, jest Kamil Wojtkowski. Młodemu pomocnikowi kończy się latem kontrakt, toteż tak naprawdę walczy o umowę. Ciężko jednak przewidzieć, z jakim klubem ją podpisze.

Trener Stolarczyk jest na początku swojej drogi trenerskiej. I wierzę, że również dopiero na starcie dłuższej przygody z Białą Gwiazdą w roli trenera. Dlatego ligowy falstart mógł się jeszcze przydarzyć. Natomiast bez większej rotacji, świeżych pomysłów, nie widzę szans na nawiązanie równej walki z żadnym z ligowych rywali. Teraz jeszcze trzeba wierzyć.  Jeśli mamy się jednak uczyć na błędach, najważniejszą lekcją do odrobienia, będzie budowa pionu scoutingowego. Jeśli nic się nie zmieniło, w tym obecnie pracują dwie osoby (Arkadiusz Głowacki, Kamil Moskal). Niestety skazuje nas to na łut szczęścia, przy oferowanych przez agentów Fabryki Futbolu (bliskiej sercu szefa naszych scoutów) piłkarzy bądź graczy znajomych trenerowi. To zdecydowanie zawęża nasze możliwości.

Znamienny jest fakt, że Maciej Stolarczyk odmówił łączeniu funkcji trenera z rolą dyrektora sportowego, a jednak patrząc na przeszłość zawodników trafiających do Krakowa, nie sposób oprzeć się wrażeniu, kto maczał palce w większości transferów. Podobnie sytuacja ma się z Arkadiuszem Głowackim. Legendarny były obrońca był bliski odejścia z klubu, nie czuł się na siłach, pracując przy transferach. Wciąż jednak – pośrednio – jest za nie odpowiedzialny. O ile obu Panom nie można odmówić wielkiego poświęcenia dla klubu, może warto byłoby po prostu wesprzeć ich pracę kilkoma specjalistami w tej dziedzinie?

Co teraz?

Dla przyszłości klubu najważniejsze będzie, wokół jakich ludzi i wartości będzie budowana jego przyszłość. I trzeba zacząć o tym myśleć już teraz. Nie raz udało się przechodzić ciężkie momenty, ale przy mądrych zimowych ruchach, sytuacja Wisły może się jeszcze raz odmienić. Potrzeba jednak nie medialnych deklaracji, a stanowczych ruchów. Ja na przekór, jestem dobrej myśli i mocno kibicuję, ludziom mającym Białą Gwiazdę w sercu. Ci z pewnością nie pozwolą na spadek do I ligi, a w konsekwencji ogłoszenie upadłości klubu. Chociaż nie liczyłbym to, że uda nam się wydostać z tego bagna jeszcze w tej rundzie. Jeszcze nie.

Jedna myśl na temat “Co teraz? Wisła punkt nad przepaścią…

Komentarze są wyłączone.