#InStolarWeTrust czy #StolarOut – Smocza sekcja zwłok

#InStolarWeTrust czy #StolarOut ? Temat nie schodzi z ust kibiców Wisły Kraków od paru tygodni. Ci bardziej porywczy, o zwolnieniu trenera, krzyczeli już po przegranych zawodach z imienniczką z Płocka. Po derbach grono wyznawców sekty zwolnienia zaczęło drastycznie się rozrastać, a po ostatnim spotkaniu z Legią, można było przewidywać, że sprawa jest przesądzona. Nic się jednak nie stało i trzeba zadać sobie pytanie, czy to dobrze, czy źle. Oglądanie ostatnich spotkań  Wisły było nie rozrywką, a raczej niehumanitarnymi torturami, a co dopiero opisywanie tej masakry. Przypominać to mogło czytanie raportu kartoteki wydziału kryminalnego policji, o okrutnej zbrodni.

Z policyjnej kartoteki

Tortury denatki rozpoczęły się pod koniec września obecnego roku. Wtedy to podczas Derbów Krakowa, sąsiadka zadała pierwszy cios, na oczach 33.000 świadków, którzy mogli jedynie patrzeć na makabryczne sceny. Niczego nieświadoma ofiara zatoczyła się z bólu, jednak rana nie była śmiertelna. Wtedy do akcji wkroczył konkubent sąsiadki, na co dzień zameldowany w Poznaniu. Cztery bezlitosne ciosy, każdy z nich precyzyjnie wymierzony. To, co wykonał odwieczny wróg z Warszawy, było już tylko bezczeszczeniem zwłok. Drużyna z charakterem nie żyła już od meczu z Lechem.

Sekcja zwłok

Jak przy każdej niewyjaśnionej sprawie, konieczna jest sekcja zwłok, by poznać dokładnie jak rozległe były obrażenia i poznać przyczyny zgonu. Co sprawiło, że nasza smoczyca tak łatwo poddała się torturom i wyzionęła ducha bez walki?

Przetrącony kręgosłup

Jeśli założymy, że szkieletem drużyny nazywamy centralne pozycje na boisku, można śmiało stwierdzić, że Wisła ewoluowała na bezkręgowca. Szkielet drużyny nie istnieje. Nie ma środkowych obrońców, którzy zapewnialiby stabilność, nie ma środka pola, który trzyma wszystko w ryzach. Wprawdzie skrajne odcinki (bramkarz i napastnik) mogłyby działać bez zarzutu, ale niestety nasz kręgosłup przetrącony jest w dwóch miejscach, co sprawia, że cały organizm doznał paraliżu. Na obecny stan składa się kilka czynników: Kontuzje, nietrafione transfery, zbyt wielka wiara w Maćka Stolarczyka, że będzie w stanie uzdrowić z piłkarskiego kalectwa graczy, których ekstraklasa niejednokrotnie przemieliła i wypluła.

Przebite płuco

Drużyna od pewnego momentu przestała biegać. Apogeum tej fizycznej nieporadności był żenujący występ przeciwko Legii. Gdzieś mignęła mi informacje, że Wisła przegiebła w tym spotkaniu 102 kilometry. STO DWA! Sumując wszystkich piłkarzy przez dziewięćdziesiąt minut! Wniosek nasuwa się sam. Jeśli nie biegasz, chociaż powinieneś, to znaczy nie masz siły, a skoro brakuje pary, to podania są niedokładne, a proces myślowo – decyzyjny jest zaburzony.

Dlaczego profesjonalny piłkarz nie ma siły w środku sezonu? Odpowiedz również jest prosta. Ktoś dał dupy. Pytanie tylko kto? Trener, który nie trafił z przygotowaniem,  piłkarz, który pokpił sprawę, czy wszyscy razem?

Moje subiektywne zdanie jest następujące. Przez kilka ostatnich lat narzekaliśmy stale na Rafała Boguskiego, że za wolny, że niedokładny, że podejmuje błędne decyzje, a w obecnym sezonie jest jedynym, który biega. To nie Rafał złapał życiową formę. On gra swoje, tylko reszta drużyny spadła grubo poniżej dopuszczalnego poziomu.

Wydłubane oczy

Ktoś ewidentnie miał problemy ze wzrokiem, kontraktując piłkarzy. Pomijam już fakt, że w napadzie mamy jedynie Pawła, który, chociaż w cudownej formie, to jednak lichego zdrowia. Przemilczę również fakt, że dziurę po Bartkowskim, Pietrzaku, Arseniciu, łataliśmy Klemenzem. Cóż, widocznie na tyle mogliśmy sobie pozwolić. Nie jest to poziom Głowackiego, ale dawał radę, zwłaszcza w parze z Hoyo-Kowalskim. Na Litość Boską, po co brnąć w to dalej i kontraktować Janickiego? Osobiście uważam, że Lech ma lepszego nosa do piłkarzy od nas (wyłączając cudotwórcę Kiko Ramireza), więc skoro oni poznali się na jego „talencie”, to my nie powinniśmy im na siłę udowadniać, że się pomylili, tylko uczyć się na błędach innych, bo na nasze własne nas nie stać.

Peknięta czaszka

A z czaszki wypłynął mózg drużyny. Ubolewam nad tym, że Vullnet jest kontuzjowany i daleki od optymalnej formy (jak i reszta składu), bo jego brak najmocniej odbija się na funkcjonowaniu drużyny. Do niedawna miałem nadzieję, że jako mózg drużyny może wystąpić  Savicevic, ale patrząc na jego grę, stwierdzam, że może on być jedynie półmózgiem. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest obelga, już tłumaczę, o co mi chodzi. Po prostu u niego funkcjonuje jedynie półkula odpowiedzialna za atak i podejmowanie ryzyka. Natomiast w półkuli odpowiedzialnej, za bezpieczne granie bardzo często dochodzi do zwarcia. Efektem tego są namnażające się błędy indywidualne, skutkujące golami dla przeciwnika. Jedynym ratunkiem jest trzymanie go jak najdalej od własnego pola karnego. Myślę, że byłby bardzo zadowolony, gdyby nie musiał zbytnio angażować się w akcje defensywne.

Wyrwane serce, złamane skrzydło

Dwa obrażenia, jedna osoba. Błaszczykowski. Kuba. Kubuś. Cholerna kontuzja. Aż mam ochotę zakrzyknąć do spółki z resztą idiotów, że „dość kolesiostwa  i kumoterstwa przy powołaniach do kadry!”, chociaż wcale nie uważam, by dostawał powołania od wujka, nie selekcjonera. Miłość do reprezentacji, przez którą cierpi on i Wisła. Ile procent lepiej gra drużyna, jeśli jest w niej Kuba? 50? 80? O ile wzrasta morale poszczególnych zawodników, którzy mają go u swojego boku? Nie oszukujmy się, na poziom panujący w Polskiej ekstraklasie, Kuba to gość z innego świata. Przyleciał do nas latającym spodkiem na niemieckich blachach, z tajemną wiedzą, jak grać na jeden kontakt, dośrodkowywać tak, żeby piłka trafiła do kolegi i strzelać tak, żeby sprawić trudności bramkarzowi.

Wynik raportu

Na obecny stan, w którym znalazła się Wisła Kraków, to wypadkowa, słabych transferów, nietrafionych przygotowań, które skutkują plagą kontuzji. W wyemitowanej niedawno audycji TSW trener Stolarczyk jasno stwierdził, że to on jest odpowiedzialny za transfery, za przygotowania, za ustalanie składu i wybór kapitana. Jednym słowem, wszystko, co ostatnio nie działa, jest winą trenera. Pytanie czy na pewno? Co powinien zrobić zarząd? Zwolnić? Utrzymać?

#InStolarWeTrust czy #StolarOut

Już od pewnego czasu myślę na ten temat. Analizuję wszystkie szczątkowe informacje, które do mnie docierają, żeby wyrobić sobie jak najbardziej rzetelne zdanie na ten temat. Oczywiście zdanie będzie moje i tylko moje.

Maćkowe przywary

Pamiętacie zapewne jeden z moich tekstów, w którym tłumaczyłem kilka zachowań naszego trenera faktem, że to wszystko przez imię, jakim został naznaczony. Jak to nie pamiętacie? No nie wierzę! Dobra, macie link tutaj. W każdym razie Maćkowy charakter daje o sobie znać raz po raz. Tu i ówdzie podsłuchałem, że trener Stolarczyk, poczuł się tak mocny na swojej pozycji, że chciałby mieć wpływ nie tylko na trenowanie i wygląd drużyny, ale też na inne rzeczy, niekoniecznie związane, z charakterem stanowiska, na które został zatrudniony.

Wiecie, że papier w kiblu mógłby być zapachowy, że żarówki na korytarzu dają zbyt chłodne światło, a w ogóle to mazaki do Whiteboarda powinny być w czterech kolorach, a nie tylko w dwóch! Bardzo mi przykro, ale to znów do głosu dochodzi klątwa imienia. Wiem, co mówię, bo… znam takiego jednego Maćka. On też, będąc w pracy, stara się usprawnić działanie swojego stanowiska, ale też patrzy, co można by poprawić w całej firmie, bo wedle jego myślenia, coś jest nielogiczne. A musicie wiedzieć, że u Maćka wszystko musi być logiczne i poukładane według jego schematu, inaczej nie jest poukładane wcale!

Patrząc na to z drugiej strony: Czy to źle, że trener chce mieć wszystko pod kontrolą? Być może faktycznie inne aspekty w klubie działają nie tak jak powinny i Maciek nie może skupić się na drużynie, bo musi trzymać kredens?

Efekt nowej miotły, czy czas by wyjść z kryzysu?

Od zawsze zastanawiałem się, co jest lepsze. Z jednej strony, efekt nowej miotły praktycznie zawsze przynosi doraźne skutki, w postaci poprawy gry. Piłkarze mają czystą kartę u nowego trenera. Hierarchia ustalona przez poprzedniego szkoleniowca zostaje zniwelowana, jak przewaga lidera w F1 przy neutralizacji. Każdy zasuwa, bo wyczuwa szansę na swoje 5 minut.

Z drugiej strony, po co czekać na efekt nowej miotły i szansę na ewentualne 5 minut, skoro można zewrzeć poślady, pracować na treningach dwa razy mocniej i zamiast kilku minut mieć cały sezon? A no właśnie, słowo klucz – pracować.

Odnoszę wrażenie, że w naszej ekstraklasie większość piłkarzy wzięła sobie do serca powiedzenie z serialu Świat Według Kiepskich: „Cycu, bo chodzi o to, żeby się nie narobić, a zarobić”. Czekam na moment, kiedy te wszystkie wyroby piłkarzopodobne, zmienią cytat z powyższego na: „Synuś, w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. Gdzie wykształcenie trzeba czytać jako umiejętności. Wtedy będzie wiadomo, że idziemy w dobrym kierunku. Wracając do poruszanego tematu. Trenują te grajki na pół gwizdka, jak szkoleniowiec nie patrzy, to zrobią dwa powtórzenia mniej, byle by wpadło paręnaście tysi na konto. Niestety, czasem trener jest zbyt upierdliwy, wszystko widzi i co najgorsze, wymaga. Wtedy jak zajdzie potrzeba to i umówią się grupą, przegrają zdecydowanie kilka spotkań, dadzą pretekst prezesowi, by zmienił trenera. Klub nie jest ważny, ważne jest te kilkanaście tysi za minimum wysiłku. No właśnie, doszedłem do momentu, w którym muszę oficjalnie zadać to pytanie…

Czy drużyna gra na zwolnienie Stolarczyka?

Będę szczery i dosadny. Kojarzycie sytuację, z niedalekiej przeszłości, kiedy Legia ewidentnie grała na zwolnienie Jozaka, by potem zdobyć mistrzostwo? Być może nie jest to zbytnio honorowe i szczere, a już na pewno nie ma to nic wspólnego z duchem sportu, ale jestem w stanie zaakceptować takie zachowanie, w ekstremalnych warunkach, kiedy trener przeszkadza rozwinąć skrzydła. Mógłbym sobie wyobrazić tę dawną ekipę, zdobywającą seryjnie mistrza, która decyduje się na „zwolnienie” trenera, bo wprawdzie są na pierwszym miejscu, ale mają tylko dwa punkty przewagi, nie dwanaście.

A obecna kadra? Jaki miałaby w tym cel, by zwolnić Stolarczyka? Na pewno nie przeszkadza im w zdobyciu mistrzostwa. W tym przeszkadza im metryka bądź drewniane nogi. Będę szczery. Moim zdaniem, dla wielu z tych graczy, słaba Wisła, to jedyna okazja, by wpisać sobie w CV tak wielki klub. To dla nich sufit, nie podłoga.

Więc jedynym słusznym wytłumaczeniem tej ewentualności, jest to, że chcą trenera, który mniej się czepia i mniej wymaga, ale oczywiście za tę samą kasę. Klub piłkarski to chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie pracownicy są w stanie zwolnić przełożonego, poprzez beznadziejne wykonywanie swoich obowiązków.

To co w koncu?

W dalszym ciągu uważam, że to dobrze, że Stolarczyk nie został zwolniony. Pozwólcie, że wytłumaczę, dlaczego moim zdaniem zasłużył na szansę wyciągnięcia drużyny z kryzysu.

Zdaję sobie sprawę, że głównym czynnikiem do podjęcia takiej decyzji, jest sytuacja finansowa klubu. Ciężko byłoby mieć kolejnego trenera na kontrakcie. Paradoksalnie ta sytuacja może mieć pozytywne skutki. Trener, pomimo kryzysu, być może z premedytacją stworzonego przez grupę piłkarzy, utrzymał stanowisko. Zostało jasno powiedziane, że żaden piłkarz nie jest ważniejszy od klubu, a jeśli się nie podoba, to tam są drzwi. Plan się sypie. Wprawdzie można brnąć w niego dalej, ale zacznie mocno śmierdzieć. A nie daj Boże, szef się dowie, czyj to był pomysł i łatka wywrotowca przyklejona.

Kolejnym argumentem, jest fakt, że Stolarczyk pokazał już rok temu, iż potrafi panować nad kryzysem. I chyba najważniejsze dla mnie. Nie odwrócił się od Wisły, kiedy była w potrzebie. Kiedy kilku piłkarzy uciekało z tonącego statku, on był z nami. A teraz, kiedy on potrzebuje wsparcia, jak nigdy przedtem, mielibyśmy go zostawić? Przypominam, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Jedna myśl na temat “#InStolarWeTrust czy #StolarOut – Smocza sekcja zwłok

Komentarze są wyłączone.