#PoKrakosku odc. 39 – Częstochowa smoka pochowa?

Jako ekipa #PoKrakosku, przez ostatni tydzień napisaliśmy już prawie wszystko odnośnie sytuacji w Wiśle. Pisał Staszek, Maciek też wygłosił swoje zdanie na najbardziej gorące tematy. Bądźmy szczerzy, nie wygląda to najlepiej. Drużyna z ul. Kałuży mocno zraniła naszego smoka, Lech go ukatrupił, a Legia dla pewności poskakała mu po głowie. Jeśli mielibyśmy trzymać się terminologii, której Maciek  użył w ostatnim tekście, moglibyśmy zadać pytanie: Czy Częstochowa smoka pochowa?

Hipotetycznie: Czy zakładając, że drużyna gra na zwolnienie trenera Stolarczyka, nie lepiej byłoby, żeby spotkała się z nim rada drużyny i powiedziała wprost, że zawodnicy przestali wierzyć w ten projekt?

Staszek: Tak by było najuczciwiej. Jednak jeśli grają przeciwko niemu, co samo w sobie jest podłością, to czy naprawdę zależy im na tej relacji? Oczywiście, tak byłoby lepiej. Trenerze, nie wierzymy już w Pana metody. Potrzebujemy czegoś innego. Niestety, nie wierzę, by mogłoby się coś takiego zdarzyć.

Maciek: Nie wiem, jak mogłoby się to skończyć przy innych trenerach, ale myślę, że przy Stolarczyku mogłoby to wyjść wszystkim na dobre. Sprawia wrażenie charakternej i honorowej osoby, więc w teorii wiedziałby, że nie ma czego szukać z tymi zawodnikami. Zdrowe, szczere podejście.

Jak powinien zachować się trener po tak dotkliwej porażce, gdzie nie wszyscy piłkarze sprawiali wrażenie chętnych do umierania za klub i szkoleniowca? Dać chłopakom szansę na przełamanie i udowodnienie swojej wartości, czy spisać ich na straty i inwestować w młodzież?

Staszek: Ja dałbym szansę nowym graczom. Zmienienie całego składu mija się z sensem, bo Wisła po prostu nie ma tak szerokiej kadry, by tego dokonać. Kilku młodych graczy byłoby dobrym sygnałem dla tych, którzy nie przykładali się w poprzednich meczach. Listę wstydu otwiera Janicki z Wasilewskim, ale granie w pierwszym składzie nie zasługuje także Savicevic. Drużyna potrzebuje świeżej krwi, do dyspozycji trenera są Szota czy Kumah.

Maciek: Pół na pół. Wymieniłbym tylko tych, co do których ewidentnie widać, że są przydatni jak druga dziura w tyłku, lub tych, u których zauważyłbym słabszą odporność na stres. Tak, wymieniłbym środek obrony i dałbym grać młodym. Nawet jeśli nie w parze Hoyo – Szota, to chociaż jednemu z Klemenzem, który, chociaż w mojej ocenie nie jest piłkarzem na Wisłę Kraków, to i tak wyprzedza o kilka długości Janickiego i Wasyla w aktualnej formie. Szanse, że młodzi będą się bardziej błaźnić od swoich starszych kolegów, są nikłe. Za to doświadczenie będzie procentować.

W jednym z ostatnich programów TSW redaktor Kamil Kania sugerował trenerowi, że być może to czas, by, zamiast uczyć piłkarzy gry pozycyjnej, ustawić się na kontrę, wszakże jeśli nie ma się graczy zdolnych do rozgrywania, trzeba szukać punktów innymi sposobami. Jak się zapatrujecie na takie doraźne działanie?

Staszek: Niemal wszystkie drużyny w naszej lidze grają z takim nastawieniem. Wszyscy wyczekują na błąd rywala, sami się nie odsłaniając. Kontrakt i przeniesienie ciężaru gry na skrzydła byłoby ciekawym pomysłem. Mamy na bokach Sadloka, Burligę, Mąka i niedługo Błaszczykowskiego. To są gracze ze skłonnością do rajdów w stronę bramek rywala. Być może gdybyśmy wpuścili rywala na swoją połowę, to moglibyśmy wykorzystać więcej przestrzeni po odebraniu mu piłki. Tak czy inaczej, zmiany w systemie gry są koniecznością, a rolą trenera jest wybrać ten najlepszy.

Maciek: Atak pozycyjny u nas leży, pełna zgoda. Piłkarze nie pokazują się do krótkich podań, nie wychodzą na pozycje, nie są mobilni, za to są pochowani za przeciwnikiem. Niestety nie biegają też, jak powinni, więc nie bardzo wiem, jaki jest sens grania długą piłką, do której nikt nie dobiegnie?

Zastanawia mnie jedno. Od kilku ładnych lat, co sezon narzekaliśmy na postawę Boguskiego. Że za wolny, że niedokładnie podaje itp. Natomiast w tym sezonie jest jedynym oprócz Brożka i Wojtkowskiego, którego można za cokolwiek chwalić. Wystrzał formy na koniec kariery u jednego gracza czy przestrzelone przygotowania pozostałych graczy?

Staszek: Zdecydowanie wpływ ma na to jakość naszej kadry. Przecież na Pawła Brożka przez ostatnie lata też narzekaliśmy. Jednak siła naszego składu osłabiła się na tyle, że gracze korzystający głównie ze swojego ligowego doświadczenia, wyglądają lepiej. Jednak nie wiem, czy jest to dla nich powód do chwały. Dla mnie to po prostu kolejny kamyczek do ogródka osób odpowiedzialnych za nasze transfery.

Maciek: Na bezrybiu i rak ryba, a na bezformiu i Boguś w formie. O ludziach, którzy nie potrafią tańczyć, mówi się, że muzyka im nie przeszkadza. Moim zdaniem Boguskiemu nie przeszkadzają przygotowania do sezonu. Złe? Dobre? Nieważne! Od 10 lat gra swoje. Niestety, po innych zawodnikach widać, że, ktoś gdzieś przeciągnął kilka strun podczas dostrajania instrumentu i dlatego, zamiast brzmieć czysto, brzęczy. Cóż, trzeba poczekać do momentu, aż otworzą sklep i modlić się, żeby było za co wymienić porozciągane struny.

W tym sezonie spadają trzy drużyny, a w poprzednim 41 punktów nie dało utrzymania. Powinniśmy zacząć się już bać czy jednak wciąż jest zbyt wcześnie na wprowadzanie elementu paniki?

Staszek: Ja to się boję od dobrych kilku tygodni. Nie mamy pomysłu na grę, nie mamy indywidualności, nasi rzekomo najlepsi gracze rzadko kiedy wychodzą na boisko. Po meczu z Piastem zapytałem się Łukasza Burligi, czy widzi coś pozytywnego, choćby jeden dobry element w naszej grze. Odpowiedział, że czymś takim jest ilość stwarzanych przez Wisłę sytuacji bramkowych. No niezbyt mnie to przekonało, bo przecież my tych szans zbyt wielu nie kreujemy. I jeśli to ma być nasz największy powód do optymizmu to… jest ciężko.

Maciek: W poprzednim roku spadkowicze, czyli Zagłębie Sosnowiec i Miedź Legnica po trzynastej kolejce mieli odpowiednio 12 i 11 punktów. Gdyby brać poprzedni sezon za wykładnik, do utrzymania w obecnym wymagane będą 42 punkty. Jeśli utrzymamy obecny stosunek punktów na mecz, sezon zasadniczy skończymy z dorobkiem 25 punktów, więc by myśleć o utrzymaniu, rundę finałową będziemy musieli zaorać, jak nas zaorała Legia tydzień temu. Tak, uważam, że to odpowiedni moment, by panikować.

Sześć porażek z rzędu. Przyjdzie przełamanie, czy wyrównamy haniebny wyczyn z czasów trenera Wdowczyka?

Maciek: Coś na pewno przyjdzie. Przełamanie albo załamanie. Osobiście przestałem wierzyć w szczere intencje kilku piłkarzy. Widziałem złość u Buchalika, widziałem Sadloka bliskiego płaczu i wierzę, że ci dwaj piłkarze na pewno chcą dobrze dla Wisły.

Staszek: Po meczu w Warszawie nie mam złudzeń. My w obecnej formie, z zawodnikami, którzy marzą jedynie o uniknięciu kompromitacji, nie jesteśmy na poziomie innych drużyn w Ekstraklasie. Jedyne, na co możemy liczyć, to że nasz rywal przegra sam ze sobą, co czasami się w polskiej lidze się zdarza. Bardziej wierzę w słabość rywali niż potencjał Wisły. Chciałbym, by ten mecz zmienił moje nastawienie.

Wyciągajcie szklaną kulę i mówcie, co wam ona podpowiada odnośnie spotkania przeciwko Rakowowi.

Staszek: 1:0 dla Rakowa. Po samobóju Janickiego.

Maciek: To ja w takim razie nie mam nic więcej do dodania :D.

Jeszcze raz gorąco zapraszamy do polubienia naszego nowopowstałego profilu na Facebooku. Robimy to dla was.