Okiem Wiślaka: „Wiślacka mitologia” by @pilchu7

Wyrównany niechlubny rekord porażek przez Wisłę Kraków wywołuje wiele emocji. Sytuacja klubu nie tylko przypomina o antycznym bohaterze tragicznym, czy o frazeologizmie „być pomiędzy Scyllą a Charybdą”. Wiślacy w mediach społecznościowych i forach przywołują wiele czynników, przez które „duma Krakowa” zajmuje OSTATNIE miejsce w tabeli. Które w mojej subiektywnej opinii są faktami, a które mitami? Zapraszam do lektury.

Przespane letnie okienko

Do drużyny „Białej Gwiazdy” dołączyli wówczas Damian Pawłowski, David Niepsuj, Jean Carlos Silva, Rafał Janicki, Michał Mak, Victor Moya Martinez „Chuca”, Serafin Szota oraz Przemysław Zdybowicz. Konia z rzędem temu, kto wówczas wiedział, że większość transferów będzie niewypałami. Dwóch młodzieżowych reprezentantów Polski, dwójka solidnych ligowców (Niepsuj i Mak), nadzieja na odbudowę Janickiego i magiczni „stranieri”, dzięki którym mieliśmy zapomnieć o Imazie i Kolarze. Castilla Realu Madryt czy Villareal B szczególnie oddziaływały na wiślackie wyobrażenia o szybkim wypromowaniu ww. zawodników i sowitym spieniężeniu i niwelowaniu zadłużenia. Wszystko natomiast weryfikuje boisko.

Ściągany naprędce Zdybowicz w roli zastępcy kontuzjowanego Aleksandra Buksy nie posiada odpowiedniej tężyzny fizycznej na rywalizację z rosłymi stoperami Ekstraklasy. Pawłowski oraz Szota grali zbyt krótko, by móc o nich cokolwiek sensownego powiedzieć. Silvie i Victorowi poświęcam osobny akapit. Janicki nadal popełnia elementarne błędy w obronie, a bezsilność Niepsuja owocuje kartkami po bezmyślnych zachowaniach. Symulka w celu uzyskania rzutu karnego, a w rzeczywistości druga żółta kartka w meczu z Piastem Gliwice w czasach wideoveryfikacji to niestety tylko jedna z jego wizytówek.

Zawalone przygotowania do sezonu.

Szalę na korzyść słuszności twierdzenia przechyla brak sensownego zmiennika dla Pawła Brożka. W żadnej firmie, która określa się mianem profesjonalnej, nie można dopuścić do sytuacji, braku osoby na zastępstwo. Umiejącej wykonać zakres obowiązków nieobecnego pracownika. Ergo mając na świadomości eksploatację danego trybiku w maszynie i jego awaryjność braku posiadania części zapasowej. Pomimowczesnego skompletowania kadry do nadchodzącego sezonu drużyna „Białej Gwiazdy” ma siły jedynie na 60 minut gry. I tylko dlatego, że po 45 minutach następuje 15-minutowa przerwa.

Powolność, ślamazarność, ociężałość, zwrotność wozu z węglem uniemożliwiają jakiekolwiek schematy szybkie rozegrania piłki. Kontuzje, które przytrafiają się zawodnikom Wisły, to w głównej mierze dolegliwości mięśniowe. Ich głównymi przyczynami są m.in. niski poziom siły mięśni (nabywanej podczas okresu przygotowawczego), brak odpowiedniej rozgrzewki przed wzmożeniem aktywności fizycznej (Basha przed meczem z Rakowem) czy nieodpowiedniej i najczęściej za krótkiej regeneracji mięśni po ćwiczeniach (Brożek).

Szota > duet Janicki-Klemenz.

Wątpię, by którykolwiek kibic, który uznaje prawdziwość powyższego twierdzenia, oglądał jakikolwiek mecz rezerw Wisły, lub regularnie sprawdzał jej wyniki. Dowiedziałby się wówczas, iż dzień przed spektakularną „siódemeczką” dla Legii w Warszawie rezerwy wykazały podobną „skuteczność” w obronie, wyciągając 6 razy piłkę z siatki w meczu ze Skawinką Skawina. W sobotnim spotkaniu natomiast sensacyjnie uległa Sokołowi Kocmyrzów (2-1). Rozumiem zdenerwowanie i frustrację „poziomem” gry ekstraklasowego duetu, jednakże nie popadajmy ze skrajności w skrajność.

Najwyższa pora, by uczyć się na błędach, a uznanie absurdalności tego mitu niech będzie tego początkiem. Stolarczyk wystawia piłkarzy Wisły na nieoptymalnych pozycjach. W przypadku Victora Moy’i Martineza nie sposób nie znaleźć analogii reprezentacyjnej z Piotrem Zielińskim. Zachowując należne proporcje, w obu przypadkach ich powszechnie przyjętą pozycją u kibiców pozycją jest środkowy pomocnik przy lewej stronie boiska z zadaniami określanymi włoskim terminem „mezzala”, czyli pół-skrzydłowego, mającego za zadanie zagrania w celu szeroko pojętego zaskoczenia przeciwnika (gra z pierwszej piłki, podania bezpośrednie, zagrania w uliczkę, a także „strejlałki” – podania diagonalne oraz arytmia gry – zmienne tempo), i coraz częściej stosowane w nowoczesnym futbolu zadania defensywne (m.in. intensywny pressing na rywalu oraz próby odbioru futbolówki).

Maciej Stolarczyk o ile wystawia „Chucę” do gry, robi to na prawej flance w systemie 4-3-3, de facto robiąc z niego na siłę prawego napastnika. Tę rolę w przypadku absencji Błaszczykowskiego powinien wypełniać Jean Carlos Silva, który (o ironio!) jest ustawiany na pozycji Victora Moy’i Martineza. Tercet dopełnia Rafał Boguski i jego gry na pozycjach defensywnego pomocnika, prawego obrońcy, odwróconego skrzydłowego, raumdeutera, registy etc. Do kompletu „Bogusiowi” brakuje jedynie meczu na stoperze lub pomiędzy słupkami.

Bojaźliwy Stolarczyk.

Wycofania piłki do formacji obronnej, tiki-taka w trójkącie Buchalik-Janicki-Klemenz niczym trio Xavi-Iniesta-Busquets, zgrania do boku, po których następują marnej jakości wrzutki na Przemysława „LukakuZdybowicza, a także czynniki wymienione w poprzednich akapitach nieomal w pełni obrazują strach przed opisywaną przez Jacka Krzynówka grą „cały czas do przodu”.

Robią to natomiast heatmapy pozycji posiadania piłki przez piłkarzy „Białej Gwiazdy”, które przypominają znaną zabawę pt. „znajdź jeden szczegół różniący oba obrazki”. Przykry fakt, bazując zwłaszcza na słynnych cytatach, legendarnego Henryka Reymana.

„Drużyna z charakterem” przeniosła się do Płocka.

Radosław Sobolewski nie tylko w Krakowie jest znany głównie za sprawą wyjątkowego charakteru. Potrafił sprawnie przełożyć go z boiska na ławkę trenerską. Krążące po sieci rozmowy motywacyjne w szatni powodujące pozytywne „nabuzowanie” piłkarzy to jedno, przełożenie na boisko drugie. „Sobol” umiejętnie wykorzystuje doświadczenia boiskowe w środku pola do precyzyjnego nakreślania podopiecznym rozwiązań taktycznych (uwolnienie Furmana z zadań typowego rzeźnika na rzecz Rasaka), które bazują na odważnym i szybkim rozegraniu piłki do napastników i skrzydłowych. W odróżnieniu od Stolarczyka nie rzuca swoich zawodników po nieoptymalnych pozycjach.

Na chwilę obecną powyższe stwierdzenie jest niestety prawdziwe. Wiślakom pozostały natomiast 2 światełka w tunelu na próbę mentalnej rezurekcji „Białej Gwiazdy” – powracający Błaszczykowski oraz trenujący z zespołem Zdenek Ondrasek.

Boguski nie szanuje kibica.

Twierdzenie oparte jedynie na pomeczowej sytuacji po odpadnięciu Wisły w meczu z Błękitnymi Stargard Szczeciński (2-1). Zamiast słuchania standardowych w takich sytuacjach poleceń odnośnie wzmożonej aktywności fizycznej i koncentracji na jak najlepszym kolejnym występie, które w nieco innym sformułowaniu są już wyryte w pamięci każdego profesjonalnego piłkarza, zawodnik Wisły wybrał zejście do szatni. Zapewne nie tylko moją osobę uczono, iż szacunek jest stosunkiem do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania (definicja za słownikiem języka polskiego) i koniecznym w relacjach z drugą osobą jest jego obustronność.

Tymczasem według sporego grona kibiców „Białej Gwiazdy” Rafał jest kozłem ofiarnym, którego doskonale opisuje będący przed sądem ligi Maks Paradys, gdyż „nie odpowiada on jedynie za trzęsienia Ziemi, gradobicie i koklusz”. Wytykanie niskiego pressingu a’la Maciej Iwański, niedobór umiejętności, wypominanie wielu spektakularnych „pudeł” z przeszłych lat, wielokrotne przytaczanie słynnego cytatu Kmicica z „Potopu”, ironia, szydera, granie „za zasługi” – to tylko początek góry lodowej krzywdzenia emocjonalnego zawodnika Wisły przez gros wiślackiej opinii publicznej.

Zwłaszcza gdy co mecz jego nazwisko widnieje na podium długodystansowców danego spotkania. Jego postać idealnie ze zbiega się z tytułem tekstu. Jest to antyczny bohater tragiczny, który podejmując jakąkolwiek decyzję i tak zostanie ukarany. Podchodząc do klatki, oprócz standardowych formułek usłyszałby znów wybijający się stek wyzwisk i przekonania, iż powinien jak najszybciej zakończyć karierę. Albo oddać opaskę. Tylko pogorszyłyby i tak nadszarpniętą psychikę. Odpowiadając na nie niewątpliwie dolałby, oliwy do ognia w relacjach z kibicami. Boguski nieszanujący kibica Wisły to mit, kibic nieszanujący Rafała jest niestety faktem.

Miasto/Prezydent nienawidzi Wisły i faworyzuje Cracovię.

Urząd Miasta Krakowa i jego Prezydent przez poprzednie władze byli sukcesywnie okłamywani i oszukiwani przez poprzedników rządzącego trio. Zostawili po sobie spaloną ziemię, mosty i zaległości finansowe w milionach złotych. Teraz żywa legenda klubu oraz biznesmeni z branż IT, bankowości i marketingu są traktowani gorzej od przestępców. I wprowadzanych przez nich kambodżańsko-szwedzkich przebierańców. Mimo to, założenie osobistego stosunku miejskich urzędników do Wisły Kraków i faworyzowanie „Pasów” to absurd. W spornych kwestiach czy podobieństw tj. kwestie band ledowych na obiektach przy ul. Kałuży i Reymonta poszczególne kazusy nie mogą być rozpatrywane według jednego schematu. To w Cracovii miasto posiada kilkadziesiąt procent udziałów (33,64%).

Działania brygady ratunkowej nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Wypunktujmy zastaną przez brygadę ratunkową sytuację:
– Na już 14 mln,
– w następnym sezonie co najmniej tyle samo.
– Pozostawiona przez poprzedników pożoga w relacjach z właścicielem obiektu, na którym rozgrywane są spotkania Wisły,
– właściciel obiektu nie posiada do niego praw autorskich,
– wyrażając chęć ich odkupu, sygnalizuje chęć stworzenia kolejnych powierzchni biurowych, by jedynie zminimalizować straty ponoszone na jego utrzymanie,
– obiekt klasy ELITE, który przerasta GRILLOWANIE KIEŁBASY, gdyż nie posiada on odpowiedniego systemu oddymiania,
– montując elektryczne odpowiedniki, będzie wywalało korki, gdyż instalacja bardziej niż XXIw. przypomina rewolucję z połowy ubiegłego wieku.
– Baza treningowa należy do Miasta i Gminy Myślenice,
– za którą nie zapłaciliśmy nawet równowartości kartoniku soczku cymes,
– podobnie jak długu wobec Telefoniki.
– Jedynym skarbem są tereny wokół stadionu, a te należą do TSu,
– podobnie, jak część praw do nazwy Wisła Kraków,
– a do majątku klubu możemy liczyć jedynie nieliczne karty zawodnicze, które mają podpisany kontrakt na okres dłuższy niż rok.

Sponsor/inwestor MUSI mieć zysk.

Załóżmy, że nie jesteście związani emocjonalnie z Wisłą. Zainwestowalibyście w spółkę, która jedyne pozytywy posiada w dużym (choć podzielonym) rynku zbytu i tłumie wiernych klientów? Wątpię. W którym z podpunktów trio mogło podjąć realne działania na poprawę sytuacji? Zgadza się, w relacjach z miastem, by zbudować swoją pozycję jako partnera do jak najszybszej spłaty zadłużenia. To z kolei zwiększyłoby szansę na powstanie efektu domina. Czyli dostosowaniem obiektu w myśl marzeń prezesa Obidzińskiego. I późniejszym zainteresowaniem sponsorów czy potencjalnych inwestorów. Których pierwszymi skojarzeniami po słowach „Wisła Kraków” będzie rozwój i potencjał, a nie upadek.

Jedyną kwestią, w której widzę potencjalny błąd wiślackich sterników, są słowa prezesa Obidzińskiego. Padło  stwierdzenie, iż Wisła zajęciem kwoty 1,7 mln zł z transzy praw telewizyjnych przez Urząd Miasta traci płynność finansową. Zestawiam groźby upadku klubu przez tę kwotę z kilkunastoma milionami, które w trakcie ostatnich lat jako kibice przeznaczyliśmy na klub. To powoduje u mnie migrenę. I flashbacki rządów holenderskiego duetu. Oznaczałoby to, iż znów nie uczymy się na błędach, a budżet klubu został zaprojektowany na bazie wariantu optymistycznego.

Podsumowanie

W moich rozważaniach pojawił się remis 4:4. Gros z nich weryfikuje zdroworozsądkowe myślenie, a także niespotykana wręcz u kibica piłkarskiego empatia. Sobie i wszystkim sympatykom Wisły Kraków życzę chłodniejszego odbioru wydarzeń. Uczmy się na błędach, wysiądźmy z rollercoastera, szanujmy się nawzajem. Wówczas po kolejnych informacjach odnośnie losów ukochanej Wisełki nie będą potrzebne konsultacje z lekarzami i farmaceutami, gdyż ich prawidłowe odbieranie nie będzie zagrażać naszemu życiu i zdrowiu.

Swoimi przemyśleniami podzielił się z Wami pilchu7 .”Kibice Piszą” to cykl, w którym publikujemy teksty naszych czytelników. Piszcie i wysyłajce je na adres mailowy: redakcja@pokrakosku.com.