Wisła Radości Wisła Samotności

W dzisiejszym felietonie Stanisław Madej zastanawia się, czy jest to już moment, w którym można narzekać na obecną sytuację Białej Gwiazdy? Dlaczego słowa przedstawicieli drużyny rozminęły się z rzeczywistością? Jakim dzisiaj klubem jest Wisła?

Jutro będę duży

Najpierw skład miał być wystarczający. Kołderka na tyle długa, by wystarczyć na grę o „najwyższe cele”. Niestety, już po kilkunastu kolejkach okazało się – że mimo ciągłych zmian w formacie rozrywek przez władze ligi – nikt nie przyznaje punktów w tabeli za obietnice i pełne nadziei wywiady.

Jarosław Królewski: My będziemy się starali utrzymać płynność i zapewnić jakieś nadwyżki tak, aby wzmocnić drużynę, żeby tak fantastyczny sztab, jaki mamy w Wiśle, mógł powalczyć o wyższe cele niż tylko utrzymanie, czy górna ósemka. Rozważamy poszerzenie naszej inwestycji.

Dzisiaj te słowa brzmią wyjątkowo absurdalnie. Raz, że górna ósemka jest już w kontekście Wisły tylko abstrakcją, dwa, że Panowie nie mieli jak poszerzyć inwestycji. No bo z czego? By to zrobić, trzeba byłoby w piłkarską spółkę zainwestować kolejne pieniądze. Nie muszę dodawać, że z fantastycznego sztabu trenerskiego mało kto kontynuuje swoją karierę przy Reymonta: zwolniony został Maciej Stolarczyk, wcześniej odeszli Radosław Sobolewski i Mariusz Kondak. Oskarżony o zbyt dużą ilość kontuzji, trener przygotowania fizycznego Wojciech Żuchowicz również został pożegnany. Minęło raptem kilka miesięcy.

Dzisiaj jestem mały

Nieco w innym tonie wypowiedział się niewiele później Piotr Obidziński:

Zarówno rada nadzorcza, jak i ja, mamy trochę doświadczenia w biznesie i wiemy, że myślenie życzeniowe nie działa… Trzeba twardo stąpać po ziemi i realizować strategię. A nasza opiera się na braku ryzyka pogłębiania się długów, a oznacza to, że klub nie może generować strat i tak właśnie jest w tej chwili.

Niestety, ale ciężko powiedzieć, by czyny poszły za słowami. Jedną z kluczowych decyzji było podpisanie lukratywnego kontraktu z Marcinem Wasilewskim. Na razie 39-letni obrońca wypełnił połowę umowy. Każda minuta Wasyla na boisku w tym czasie kosztowała…pół tysiąca złotych! Patrząc na zerowy potencjał sprzedażowy tego zawodnika, ciężko było wierzyć w maju, że będzie to szczególnie opłacalne dla klubu.

Oczywiście, Marcin Wasilewski to także ważna postać w szatni, wzór dla młodych zawodników. Niestety, jeśli mimo ciężkiej sytuacji ktoś stawia wymagania ponad możliwości klubu (bo przecież część kontraktu byłego reprezentanta Polski opłacają członkowie Socios), to powinno mu się podziękować za usługi. Z drugiej strony to także oni wyrazili zgodę na tę umowę. Jest to jednak dla mnie przykład populistycznej decyzji: kibice, nie do końca znający realia finansowe klubu, stanęli przed możliwością pozostawienia ulubieńca trybun. Scenariusz bardzo łatwy do przewidzenia.

Stawiam świat na głowie, do góry nogami

Być może byłaby inna, gdyby pojawiła się alternatywa. Jej jednak nie było: „Chcesz Wasilewskiego? No pewnie, że chcę. Czemu miałbym nie chcieć?”. Mam nadzieję, że takich błędów jako wiślacka społeczność będziemy unikać. Natomiast włodarze klubu w ogóle nie będą brali pod uwagę takich populistycznych pomysłów.

Wspomniana alternatywa? Ani napastnik ani lewy obrońca. To dyrektor sportowy był transferem, którego w największym stopniu możemy żałować. Jego funkcję pełnił Arkadiusz Głowacki, który musiał być do tego…namawiany. Sam nie czuł się w tej roli dobrze i zrezygnował po kilku wpadkach (Riccardo Grym, Łukasz Surma). Wisła długo polegała na nosie Macieja Stolarczyka, który hurtowo ściągał graczy, z którymi w przeszłości współpracował, a którzy nie do końca sprawdzali się w realiach Ekstraklasy (Dawid Kort, Łukasz Klemenz, Dawid Niepsuj, Damian Pawłowski). Dzisiaj z pocałowaniem ręki wzięlibyśy piłkarzy o takiej jakości. O tym jednak za chwilę.

Na białym, czarnym kreślę jakieś plany

Mamy miejsce z tyłu na koszulce, z tyłu na spodenkach… Inne duże kluby mają po trzech sponsorów na strojach. Oczywiście, że jeszcze powinna być otwarta kwestia nazwy areny. Powinno być tak, że jeśli przyprowadzimy sponsora, który by chciał stadion nazwać swoją marką, to miasto powinno się natychmiast zgodzić w zamian za to, że my mamy obiekt za darmo.

To największy problem w relacjach klubu z miastem. Łatwo wypowiada się w wywiadach o kolejnych sponsorach i stawia żądania: np. stadionu za darmo. Rzeczywistość jest jednak inna: gdyby nie kibice (znów), to drużyna Wisły przez prawie pół roku grałaby bez sponsora na koszulkach.

Całe szczęście po kilku miesiącach Firma Mosty Nowak zgodziła się zostać sponsorem… Wisły? No właśnie, chyba bardziej jednego zawodnika. Gdyby Jakub Błaszczykowski odszedł z zespołu, warta milion złotych umowa, przestałaby istnieć. Czy w przyszłej rundzie zobaczymy piłkarzy Białej Gwiazdy wręcz oblepionych logami różnych firm jak żużlowy kevlar? Śmiem wątpić.

Zbieraliśmy nisko wiszące owoce w ramach akcji reanimacyjnej. Równolegle zastanawialiśmy się, czy długofalowo da się coś z naszym klubem zrobić. Uznaliśmy, że jest światełko w tunelu. Zaczęliśmy budować długofalową strategię. Nie jest powiedziane, że mamy być mistrzem w 2024 roku. Klub ma być na to gotowy w przeciągu pięciu-dziesięciu lat.

Palą się na stosie moje ideały

Zaskakujące jest, że mimo snucia dalekosiężnych planów, tak w małym stopniu skupiono się na przyszłości. Zamiast rzeczywiście rozbudować pion transferowy, znaleźć fachowców, wolano wydać pieniądze na kontrakt 38-letniego zawodnika. W tym samym czasie zdecydowano się pozyskać Serafina Szotę. Jeśli chciano zawodnika szerokiego składu: to został już nim Marcin Wasilewski.

Tym transferem Wisła po raz kolejny pokazała, że nie ma pomysłu na młodych graczy. Niestety, ma to swoje konsekwencje na rynku transferowym. (Fabryka Futbolu się obrazi i już nie będzie pomagać nam przy zatrudnianiu kolejnych graczy?). Coraz trudniej będzie przekonać młodszych graczy, do wybrania 13-krotnego Mistrza Polski, jako klubu, w którym warto stawiać pierwsze kroki. Dzisiaj na tle Pogoni Szczecin, Zagłębia Lubin, Lecha Poznań, Wisła to klub drugiej kategorii.

Obecne okienko jest efektem nieudolności na kilku polach. Złe transfery oraz niedoświadczony sztab szkoleniowy, który źle przygotował zespół, przełożyły się na fatalne miejsce w tabeli. W związku z opieraniem polityki transferowej na człowieku, którego się zwolniło, nie ma też pomysłu na kolejne transfery. Sytuacja finansowa i sportowa Wisły pozostawia wiele do życzenia. „Ale jak to, przecież Górnik zrobił takie dobre transfery mimo walki o utrzymanie?”. Za te transfery odpowiadała Artur Płatek, będący wcześniej m.in. scoutem Borussii Dortmund. O kimś z takim doświadczeniem, można jedynie pomarzyć.

Karnety jako miernik sukcesu porażki

Miernikiem krótkowzroczności była strategia sprzedaży karnetów. Kiedy klub udało się uratować, kibicom pomagającym poprzez wpłaty do Socios, zakup akcji postanowiono dołożyć podwyżkę cen. Słynne już słowa Jarosława Królewskiego, o tym, że skoro udało się pokonać 4:0 Legię, Wisła jest na jej poziomie i ceny powinna mieć niemal takie same.

Czy dzisiaj, Wisła na 15 miejscu w tabeli dalej jest drugim co do wielkości klubem w Polsce? Wątpię. Czy po 7:0 w Warszawie, to klub powinien dopłacać do karnetów? W każdym razie, względem poprzedniej zimy, ceny podrożały o kolejne ok. 40 zł. Oczywiście decydenci mieli już związane ręce: gdyby na skutek słabej formy obniżyli ceny, to osoby, które zakupiły drogie karnety całoroczne, mogłyby się obrazić. Oznaczałoby to, że korzystniej jest kupować karnety na rundy. Wzrastające ceny wejściówek wprost proporcjonalnie do spadającego poziomu sportowego drużyny, najdobitniej pokazują, że coś poszło nie tak. I to w dość krótkim czasie.

Po tygodniu sprzedaży rozeszła się zawrotna ilość…40 karnetów. Wiadomo, największy boom nastąpi tuż przed pierwszym meczem, ale. Tylko kilkadziesiąt osób postarało się zachować miejsce.

Postscriptum

W planie naprawczym Wisły znaleźli się Żukow (który sam nalegał na transfer do Wisły) oraz być może Tupta. Tak! Ratować ma nas 21-letni chłopak, którego największym zawodowym sukcesem są 2 bramki strzelone na zapleczu włoskiej ekstraklasy. Śmiejąc się przez łzy, można zażartować, że dobrze, iż ominął obecny sezon przez kontuzję, bo dzięki temu może się w Krakowie zameldować w pełni wypoczęty. A fakt, że udaje się tu zaledwie na kilka miesięcy, sprawi, że na pewno będzie mu bardzo, ale to bardzo zależeć na tym by Wisła Kraków utrzymała się w Ekstraklasie.

Miał być jeszcze Sławomir Peszko, ale działacze Wisły zdecydowali w ostatnim momencie obniżyć warunki finansowe gracza. Najwidoczniej przedstawiciele krakowskiego klubu chcieli po udanych negocjacjach z miastem oraz Towarzystwem Sportowym, jeszcze bardziej uwiarygodnić swoją pozycję poważnego partnera biznesowego. Informacja podana przez transfery. info okazała się nieprawdziwa. Autor przeprasza za podanie jej dalej.


Nie mam wątpliwości, że Piotr Obidziński, Tomasz Jażdzyński czy Jarosław Królewski, to fachowcy. Niestety, trzeba też przyznać, że popełniono bardzo dużo błędów, złożono zbyt dużo obietnic nie do pokrycia i w wielu negocjacjach startowano ze zbyt wysokiej pozycji. Bez względu jednak na czekające nas (oby nie) bardzo złe konsekwencje, największą odpowiedzialność ponoszą inne postacie.

Tym bardziej jednak trzeba mieć w pamięci, że zakłamywanie rzeczywistości na dłuższą metę niczego dobrego nie przynosi: poza rozczarowaniem nieco bardziej entuzjastycznych fanów. Wisła stała się, więc klubem udawanej radości i –  bez pomocy TSu, miasta czy Telefoniki  – (nie)spodziewanej samotności.