Jak Skowronek z popiołów

O Wiśle wstającej jak feniks Skowronek z popiołów, o sukcesach i zbliżających się gorszych czasach napisał powracający po dłuższej przerwie Stanisław Madej. Gorąco polecamy.

Podziękowania

Mam to szczęście, że mogłem poprosić moich redakcyjnych przełożonych, by zrobić sobie krótką przerwę od pisania. Dziękuję. Zamiast więc dołączać do śpiewów pochwalnych po każdym świetnym meczu wiosennej rundy, dołączam teraz: po najgorszym spotkaniu Białej Gwiazdy od zimy. I to dobry moment na podsumowanie tego, co udało się osiągnąć piłkarzom trenera Skowronka. I na zastanowienie się co czeka nas w niedalekiej przyszłości.

Przypomniałem sobie, jak po debiucie Artura Skowronka, kłóciłem się z Anią Kozińską w programie Kamila Kani, „Tego Słuchaj Wiślaku”. Poszło oczywiście o to, że trenera zmieniono za wcześnie. Bo nie wygrał ze Śląskiem. Powiem tak: w sporcie bardziej ufam niemrawym początkom, nieudanym próbom, bo od przypadkowych sukcesów, wolę rozwój i wizję potencjału.

I taką drogę przeszła Wisła Skowronka. Od zespołu bezbarwnego, bez żadnych atutów do lidera wiosny, którego największą siłą jest opanowanie niemal do perfekcji maskowania swoich niedociągnięć. Tak, rozegranie w kluczowej fazie jest ponad nasze siły. Dlatego postawiono na pressing, by bramki zdobywać po odbiorach w pobliżu pola karnego przeciwnika. Tak, kondycyjnie wciąż nie jesteśmy w swoim optimum. No to gaz do dechy w pierwszej części gry, później cofnięcie. Działa? Działa, choć do perfekcji brakuje dużo. Ekstraklasa jednak wybacza i takie braki.

Remis z Lechem to nie strata punktów

Oczywiście, Lech jest poza naszym piłkarskim zasięgiem. Te dziesiątki kilometrów bohatersko przebiegnięte przez piłkarzy z Białą Gwiazdą na piersi, na niewiele mogły się zdać, bo goście z Poznania grać w piłkę potrafią. I spod tego wiślackiego pressingu wychodzili czasem z mocno przerażającą łatwością. Mało tego, gdyby nie szwankująca skuteczność rywali, wynik byłby zgoła inny. Tyle, że jak już powtarzałem tysiące razy: w naszej kochanej lidze wystarczy solidność, by punktować z każdym. Naprawdę żałować można tylko tak późnej zmiany trenera, która powinna była nastąpić po blamanżu w stolicy.

Ofensywa i fantazja z czasów Macieja Stolarczyka została zastąpiona futbolowym pragmatyzmem. Wówczas Biała Gwiazda szła na wymianę ciosów, z każdym tygodniem się wykrwawiając. Defensywa, złożona z tych samych wojowników co teraz, była najsłabsza w lidze. Bo Hebert, w ostatnich ośmiu spotkaniach zagrał 174 minuty z możliwych 720. W tych 8 spotkaniach 13-Mistrz Polski stracił raptem pięć goli, 5 razy zachowując czyste konto, zdobywając 20 na 24 punkty oraz 16 bramek. Takiej serii nikt w Krakowie nie miał prawa oczekiwać.

Kto dzisiaj jest ekspertem?

Nie chcę zgrywać mądrali. Nikt na świecie nie mógł przypuszczać, że Wisła za 6 meczów tej rundy zgarnie 14 punktów na 18 i przeskoczy w tym okresie świetnie grającego Lecha czy Legię. Potencjał został wydobyty z graczy, którzy m.in. mają na swoim koncie niechlubny blamanż w Warszawie czy historyczną passę 10 porażek z rzędu.

Jednak dobrze przepracowany okres przygotowawczy sprawił, że Vulnett Basha i Vukan Savicevic pozbyli się problemów zdrowotnych i wraz z Żukowem (który dotychczas jako jedyny z nowych nabytków odgrywa kluczową rolę w zespole) stanowią o sile trzeciego najsilniejszego środka pola w lidze. Kamil Wojtkowski jest już innym zawodnikiem, który mimo statusu młodzieżowca, nie jest zbędnym balastem, a wartościową postacią w krakowskiej układance. Metamorfozę przeszedł też Rafał Janicki – o nim pisał już Maciek – oraz Maciej Sadlok. I tak Wisła odrodziła się na nowo. Jak feniks  Skowronek z popiołów.

Jak długo jeszcze?

Oczywiście trzeba mieć świadomość, że powoli i nam kończyć będzie się paliwo. Przyjdą teraz naprawdę ciężkie mecze, a jak pokazało starcie z Lechem – do najlepszych wciąż trochę brakuje. Do tego spóźnione transfery zawodników, którzy nie mieli szans przejść okresu przygotowawczego z naszą drużyną, zaowocowały urazami. Szkoda, bo ściągnięcie tak późno napastnika i wystawienie go w pierwszym meczu być może sprawiło, że nie zobaczymy go do końca sezonu zasadniczego. Wybranie Tupty na rezerwowego, który we Włoszech znany był głównie z leczenia swoich kolejnych urazów, było działaniem krótkowzrocznym.

I chociaż na papierze mamy 5 ludzi do gry w ataku, na wypożyczeniach kolejnych 2, to wczoraj został nam jedynie Aleksander Buksa. Chłopak ma świetnie ułożoną nogę, ale pod względem wydolnościowym, bardzo odstaje. W dodatku przy grze z kontry, kiedy trzeba się głęboko cofnąć, później przebiec błyskawicznie w stronę bramki rywala, te braki uwypuklają się jeszcze bardziej. Może gdyby Wisła częściej konstruowała powolne akcje w pobliżu pola karnego rywali, pożytku z wychowanka Wisły było więcej. Osamotniony w ataku różnicy jednak nie jest w stanie zrobić, a i trudów całego meczu wytrzymać także nie.

Co teraz?

W sobotni wieczór na meczu reprezentacji kobiet spotkałem Macieja Stolarczyka. Od razu uderzyło mnie, jak szybko ten czas w piłce mija. Jeszcze w maju trener wiązał się z Wisłą na dłużej. Teraz znów buduje swoją pozycję w Polskim Związku Piłki Nożnej. Powinno dać nam to do myślenia, by tworząc projekt „Wisła”, nie opierać się na kilku osobach, a wielu filarach i spójnej wizji. W zimie trzeba było rozpaczliwie ratować Ekstraklasę, teraz sytuacja wydaje się opanowana. Budujmy przemyślanie. Nie liczmy jedynie na „nos trenerski” czy rekomendacje futbolowych agentów.

Atmosfera w Krakowie gęstnieje wraz z przedłużającymi się „milczącymi negocjacjami” pomiędzy Towarzystwem Sportowym a Spółką Akcyjną.  Dzisiaj kadra Wisły to w dużej części gracze wypożyczeni bądź tacy, którzy są raczej na końcu swojej przygody z piłką. Doliczmy jeszcze kilku zawodników, którym w czerwcu wygasają kontrakty. Do tego warunki kontraktu Żukowa mogą sprawić, że piłkarz długo w Krakowie swoją grą czarować nie będzie. Bez stanowczych działań już teraz, krakowski klub może za darmo opuścić blisko 10 graczy. A przecież nie jest powiedziane, że jeszcze kilku nie dostanie lepszej propozycji.

Gorzkie szampany

Latem w Wiśle znów trzeba byłoby budować wszystko od nowa, co powiedzmy sobie szczerze, nie jest zbyt optymistyczne. Lepszą wiadomością są starania władz klubu o znaczące wzmocnienia pionu scoutingowo-sportowego. Próżno jednak wyczekiwać wielkich zmian przy obecnym statusie quo w rozmowach SA/T.S. Także jeszcze jest okazja, by świętować pierwsze miejsce w tabeli wiosennej. Ósmy mecz bez porażki, przewaga 6 punktów nad „strefą zagrożenia”. Jednak dalej smak ewentualnych szampanów jest dzisiaj nieco bardziej gorzki, niż powinien być.