Grajcie. Show must go on.

Stęskniliśmy się. Za piłką i tekstami na naszej stronie. Stanisław Madej skomentował debatę toczącą się wokół rozgrywek w Polsce. Będzie gorzko, ostrzegamy.

W trosce o Ekstraklasę

Ludzie siedzą w domach. I myślą. W głowie dziesiątki pomysłów. Jak zapobiec utracie milionów. Ludzie umierają. W niektórych krajach setki dziennie. Martwicie się? Niepotrzebnie. Najważniejsze, że wśród problemów takich jak brak dostatecznej ilości respiratorów czy bezobjawowe przenoszenie wirusa, możemy żyć tym, czy nasi ekstraklasowi bohaterzy będą zarabiać, tyle ile zarabiali. Dziękuję. To teraz takie ważne i wymagające natychmiastowych decyzji.

Prezes Rakowa rzucił: grajmy, grajmy ponad wszystko! Bez kibiców, skoszarowani w hotelach. Grajmy szybko, grajmy: bo czas to pieniądz! Z każdym dniem pojawiają się nowe kwoty. Ile straci futbol. Ile liga. Czy polska piłka to przeżyje? Grajmy, mam plan – Michał Świerczewski krzyczy. Nawet zaczęli wtórować dziennikarze z nazwiskiem, że przecież tak trzeba. Bo innej opcji nie ma. A ja tak sobie myślę…

Co my chcemy ratować?

Co to zmieni? Dla mnie? Dla zwykłego kibica? Jakie zmiany przyniesie ten wielki kryzys, który czeka też piłkę? Co w moim życiu zmieni fakt, że Lech nie sprzeda swojego wychowanka? Że Jakub Rzeźniczak trochę mniej zarobi? Albo jego klub będzie musiał mu płacić i zbankrutuje? Czy na pewno odczuję różnicę na boisku? Przecież polskie kluby były coraz bogatsze, a liga coraz mniej znośna. Piłkarsko cofamy się z każdym sezonem. Więc za czym tak bardzo gonimy? Kosztem zdrowia? Po co chcemy ryzykować? Co chcemy ratować?

Zanim wybiegniemy na barykady, walcząc o pieniądze, dla środowiska, pomyślmy: dla kogo walczymy? Nie dla trenerów młodzieży, nie dla wychowanków i ich rodzin. Dla nich przecież nigdy niczego nie można było znaleźć. Będziemy teraz staczać boje, dla tych zawodników, których nazwisk po tygodniu kwarantanny już nie pamiętamy. Starych, przepłaconych i nieudolnych. Wojować dla tabunów agentów, szemranych działaczy.

Myślę o tych dziennikarzach, którzy tak solidarnie potrafią niczego nie widzieć. A gdy ktoś raz pójdzie pod prąd i rzuci coś w kierunku Prezesa, tak razem się odwrócić. I zdjąć z afiszy, schować głęboko w szafie. Tak, teraz bukmacher nie zapłaci komuś za twitta, ale czy w dobie globalnego kryzysu, powinienem się tym przejąć choćby na moment?

Proszę o uwagę

Nie, żebym nie był kapitalistą. Komuś zazdrościł i nie rozumiał rynku. Nic z tych rzeczy. Akceptuję, że tak dzieisjszy świat musi wyglądać, ale jako jeden z klientów przyznaję: Wasze problemy już nie są moimi. Walczcie sami.

To, co działo się na naszym kaprawym podwórku: to dojenie klubów, zasilanych miejską kasą i tak musiało kiedyś się skończyć. Przecież w czasach normalnych my nie doczekaliśmy się ŻADNEGO zespołu, który byłby w stanie grać regularnie w Europie. Ostatnie lata to ciągłe wystawianie się na pośmiewisko.  Taką ligę mamy ratować?

W Ekstraklasie są albo źle zarządzane kluby z dużą rzeszą kibiców, które w jakiś sposób przetrwają, albo źle zarządzane kluby bez kibiców. I te raczej nie przetrwają. To konsekwencje tego, że nikt o tych fanów nie dbał. I dzisiaj nikt o te kluby dbać nie będzie. Miasta powiedzą „stop” w imię innych wydatków, a my poznamy prawdziwe oblicze polskiej piłki. Biednej i bezradnej.

Recepta?

Plan Rakowa zakłada kupno testów. To takie proste, ale nikt chyba nie przemyślał, że największym problemem jest to, że mało osób może dokonać faktycznego sprawdzenia próbek. No, chyba że ktoś założył, iż piłkarze dostąpią zaszczytu i zostaną sklasyfikowani jako ważniejsi w tej długiej kolejce. Okej. Zostawmy to. Może tak będzie. Później trzeba będzie zamknąć wraz z nimi cały personel. Setki ludzi w hotelach będzie ryzykować zdrowie, bo przecież rozgrywki – których nie ogląda nawet 1% tego kraju – trzeba dokończyć.

Dobrze, skoro Was stać, grajcie na hotelowych boiskach. Koszarujcie się tam tygodniami i grajcie byle szybciej, od świtu do zmroku. Tylko już nigdy nie udawajcie, że w futbolu chodzi o kibiców. Albo, że jest coś ważniejszego niż pieniądze. Na przykład zdrowie.

Nie zrozumcie mnie źle. Naprawdę chcę dobrze dla naszej piłki. Mocno kibicuję także Rakowowi. PZPN-owi. Tylko to rozpaczliwe błaganie o granie mimo wszystko, obrzydza mi ją doszczętnie. Mam dosyć stawiania tej sprawy wśród najpilniejszych. Chcecie się zamknąć? Dobrze, grajcie. Bawcie się bez nas. Show must go on.

Grajcie. Show must go on.

Mieliście drodzy prezesi lat ponad dwadzieścia. Na poukładanie tego wszystkiego i  na wykorzystanie miłości narodu do kopania futbolówki. W czasach gdy większość klubów utrzymywała się dzięki kroplówce z magistratu, w czasach rekordowych kontraktów telewizyjnych. Gdy jednym postulatem było „dajcie więcej”, a europejskie przygody kończyły się gdzieś w Luksemburgu. Można było tworzyć plany, starać się i łatwo zarządzać w erze prosperity.

Teraz nadeszły nowe czasy. Będzie na co narzekać i będzie mniej kasy. Odejdą ludzie zbyt chciwi. Naiwnie myślę, że zostaną Ci z pasją i ogniem w oczach. Wiem, że ta walka będzie się toczyć do ostatniego grosza. Ileś dramatów, pełnych żalu wywiadów. Czekać nas będą coraz skromniejsze studia i grobowe nastroje. Stare samochody na klubowych parkingach. I zostaną ciepłe wspomnienia. O tym, co było, a czego już nie ma.

I tak przyznaję, ciężko mi współczuć. Przepraszam. Przepadło i tyle.