Ekstraklasa. Awantura o kasę. Czy Wisła ma o co grać?

Wielu w Krakowie oddałoby dużo, by Ekstraklasa…już nie wystartowała. Specyficzny podział ostatniej raty telewizyjnej sprawił, że nie wszystkim zależy już na tym samym. W świetle najnowszych informacji wynika, że na powrót piłkarskich rozgrywek znów będziemy musieli poczekać. Co czeka Wisłę?

Dwie twarze Wisły

Po blisko 13 latach od ukazania pamiętnej koszulki z napisem „Jeszcze tu wrócę”, Kuba Błaszczykowski został właścicielem Wisły Kraków. Wraz z nim akcje klubu dzierżyć będą Tomasz Jażdzyński oraz Jarosław Królewski. Robi się jednak słodko-kwaśne, kiedy doda się, że pełniący obowiązki prezesa Piotr Obidziński ustąpi ze swojej funkcji. Dlaczego?

Wisła Kraków ma dwie twarze. Z jednej strony to klub w realiach polskiej piłki kapitalnie zarządzający swoim finansowym kryzysem. Unikatowe akcje, sposoby na pozyskiwanie kolejnych dochodów, wykorzystywanie ogromnej, wiślackiej społeczności. Dług widocznie topnieje, piłkarze chwalą sobie terminowe wypłaty, a i miasto zerka przychylniejszym okiem. Pod tym kątem, z pełną odpowiedzialnością można z dumą powiedzieć: Biała Gwiazda jest najlepsza w całej stawce. No ale właśnie…

Sportowe oblicze

Jest też druga twarz krakowskiego klubu. Ta sportowa. Ras w swoim kawałku śpiewał „Jeśli prawda szczypie w oczy, jesteś Johnson’s Baby”. Nie chcę kłamać, nie chcę być Waszym Johnson’s Baby, dlatego trzeba przyznać: z tej strony Wisła prezentuje się wyjątkowo mizernie.

Niechlubna, rekordowa seria bez zwycięstwa, dostający ponad milion złotych za siedzenie na ławce 39-letni Marcin Wasilewski. Brak scoutingu i pionu sportowego z prawdziwego zdarzenia. Tym bardziej boli odejście Jakuba Chodorowskiego do Zagłębia Lubin. Współautora – naprawdę udanego – transferowego okienka zimowego.

Musimy się uzbroić w cierpliwość, mając na uwadze ostatnie lata, ale wciąż przy możliwościach Wisły można było ulokować niektóre wydatki w lepszy sposób i decyzje podejmować nie na podstawie opinii jednej osoby. Bo później tej osoby może już nie być i cała wizja zespołu ląduje w koszu.

Liczby Wisły

Wisła w zeszłym roku była najlepsza w całej lidze, zgarniając 6,2 milionów złotych. Dwukrotnie pobiła wicelidera zestawienia: Jagiellonię. Trzykrotnie trzecią Cracovię. Zanim jednak odtrąbimy sukces, trzeba przyznać, że do takiego wyniku raczej nie powinniśmy się przyzwyczajać. Po pierwsze złożyły się na niego jednorazowe akcje takie jak bezzwrotna pożyczka trójki przyszłych właścicieli, sprzedaż akcji w kwocie 4 milionów – kolejna emisja dobitnie pokazała, że rynek się nasycił i trudno będzie o podobny duży dochód. Mamy jeszcze spore zyski transferowe, bo odliczając całą działalność transferową Wisły – klub zarobiły o 5 milionów mniej. Podobnie sprawa wygląda ze wsparciem Socios, które oscylowało w granicach rekordowego miliona, co może już nieprędko się powtórzyć.

Po pobieżnej analizie widzimy więc, że bez głośnych transferów, Wisła jest na straconej pozycji. Grigorij Żukow, Vukan Savicević czy Aleksander Buksa są chyba jedynymi zawodnikami z nieco większym potencjałem sprzedażowym, ale pierwszy nie ma długiego kontraktu, drugi stabilnej formy, a do trzeciego za chwilę wrócę. Siłą rzeczy więc ciężko spodziewać się wielkich zysków letnie okienko 2020, a już w dobie ogólnoświatowego kryzysu to już w ogóle.

Do poprawy

Złotymi literami należy napisać, że za czasów Piotra Obidzińskiego udało się zredukować dług Wisły aż o 14-milionów złotych. Gdyby równolegle Wisła prowadziła równie przemyślaną strategię sportową, byłoby naprawdę pięknie. I nie mówcie, że wcale się nie dało, bo kiedy w transferowy wir zimowy rzucił się Dawid Błaszczykowski, ściągnął do Krakowa kilku niezłych grajków. Tak drogo, ale gdyby mógł zbudować kadrę bez noża na gardle, pół roku wcześniej? Być może byłoby taniej i nie dużo gorzej.

Zmierzam do tego, że mając Piotra Obidzińskiego za finansowo-organizacyjnymi sterami, a zarazem kogoś znającego się na piłce i odpowiadającego za stronę sportową, Biała Gwiazda bardzo szybko wróciłaby na należyte miejsce. Tu nie mam wątpliwości.

Chińska układanka

Problem pojawia się taki, że znów w Krakowie mamy połowę tej układanki. A wyzwań – niezwiązanych ściśle z boiskiem – wciąż sporo. Klub dostanie niską ratę za wyniki sportowe (raptem 152 tysiące przy np. blisko 19 milionach Legii). Nic więc dziwnego, że średnio Wiśle opłaca się grać dalej. W przypadku nierozegrania spotkań 13-Mistrz Polski straci bardzo niewielką część należnej kwoty. W dodatku Biała Gwiazda nie musiałaby już martwić się o utrzymanie. Najważniejszym argumentem jest jednak fakt, że przy wznowieniu rozgrywek w maju, Wisła straci swoje ogromne źródło dochodu: sprzedaż biletów na meczach.

Niestety dla bardzo zaangażowanego w tę sprawę Jarosława Królewskiego, nic nie wskazuje na to, że coś w tej kwestii się zmieni. Wisła rozpocznie bój o kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie mając wsparcia własnych trybun i tylko kilka punktów przewagi nad strefą spadkową. Na dzisiaj nie ma absolutnie żadnego ryzyka, jeśli chodzi o problemy ze wznowieniem rozgrywek. Także znów będzie gorąco.

Znowu zmiany

Znaczna część kadry Wisły to gracze, którym kończą się kontrakty. To nie jest zła wiadomość, bo skoro świat futbolu zostanie dotknięty przez potężny kryzys, to lepiej byłoby nie zostać z długimi umowami. To nowe będzie można już podpisać w nowej rzeczywistości i nie oszukujmy się – znacznie taniej. Całą przebudową zarządzać ma Dawid Błaszczykowski, także w teorii powinniśmy być spokojni.

Według moich informacji Aleksander Buksa nie opuści tego lata Wisły. Dużo też wskazuje, że w niedalekiej przyszłości powinien parafować kontrakt z odpowiednią klauzą odstępnego. To dobra wiadomość dla kibiców, którzy bali się, że wschodząca gwiazda lada moment podpisze kontrakt z nowym klubem. Jeśli jednak sytuacja się nie zmieni, próżno też liczyć na dochód z tego transferu w 2020 roku.

Co teraz?

W jakim jesteśmy momencie? Był oszust z podrabianą maturą, który przejął klub. Później był gang narkotykowy, a nawet „miliarder” Vanna Ly. Był wracający idol, ratujący swoją ukochaną drużynę. Była pomyślna redukcja długów. Wysiłek właścicieli i nowego zarządu. Nie zabrakło nawet wstydliwej serii i  walki o utrzymanie. W końcu po świetnej serii drużny Skowronka myślisz, że to koniec: bo przecież finansowo i sportowo już zaczyna być okej. I kiedy jesteś już prawie pewny, że scenarzysta niczego już nie może wymyślić…

Wybucha… pandemia. I już wiesz, że będzie kolejny sezon. Tak, to zdecydowanie taki moment. Pozostaje więc czekać i czekać. Do finału tego serialu wciąż daleko…

Polecamy też ostatni tekst autora: Grajcie! Show must go on